Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jethro Tull. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jethro Tull. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 czerwca 2024

Posłuchajmy razem Vol. 79

 


001 JETHRO TULL - Aqualung (6:37)
002 JETHRO TULL - Cross-Eyed Mary (4:09)
003 JETHRO TULL - My God (7:12)
004 JETHRO TULL - Hymn 43 (3:19)
005 JETHRO TULL - Slipstream (1:13)
006 JETHRO TULL - Locomotive Breath (4:26)
007 THE WHO - Baba O' Riley (5:09)
008 THE WHO - Bargain (5:34)
009 THE WHO - My Wife (3:41)
010 THE WHO - The Song Is Over (6:14)
011 THE WHO - Won't Get Fooled Again (8:33)
012 TEN YEARS AFTER - One Of These Days (5:52)
013 TEN YEARS AFTER - Here They Come (4:32)
014 TEN YEARS AFTER - I'd Love To Change The World (3:44)
015 TEN YEARS AFTER - Once There Was A Time (3:23)
016 TEN YEARS AFTER - Let The Sky Fall (4:20)
Pełny czas: 78:37

W załączniku nagranie "Aqualung" zespołu Jethro Tull z koncertu w Rockpop In Concert 10 VII 1982 r.

czwartek, 5 grudnia 2019

Posłuchajmy razem Vol. 24


001 JETHRO TULL - Beggar's Farm (4:19)
       - z albumu "This Was" (1968)
002 THE DOORS - When The Music's Over (10:59)
       - z albumu "Strange Days" 1967)
003 IRON BUTTERFLY - In A Gadda Da Vida (17:10)
       - z albumu "In-A-Gadda-Da-Vida" (1968)
004 COLOSSEUM - The Valentyne Suite (16:59)
       - z albumu "Valentyne Suite" (1969)
005 JIMI HENDRIX - Voodo Chile Blues (8:47)
       - z albumu "Blues" (1994)
006 CAPTAIN BEEFHEART - Mirror Man (15:46)
- z albumu "Mirror Man" (1971)

Pełny czas: 74:10

Tę składankę przygotowałem kiedyś specjalnie na dzień św. Walentego, stąd znajduje się tutaj suita zespołu Colosseum "Valentyne Suite". W czasach mojej młodości, czyli na początku lat 80. XX w. zawsze w ten dzień utwór ten prezentował w Polskim Radio w swoich audycjach Piotr Kaczkowski. W tamtym czasie mało kto w Polsce wiedział o jakimś Dniu św. Walentego a przynajmniej takie święto nie istniało w masowej wyobraźni. Do jego popularyzacji, w erze przed nastaniem masowej pop kultury w naszym kraju, na pewno przyczynił się Piotr Kaczkowski. O samej muzyce powiem w dalszej części tej notatki.

Ogólnie rzecz biorąc na składankę tę wybrałem nagrania z lat 60 i początku 70, choć jedno zn nich w formie tutaj przedstawionej na płycie (dokładnie utwór Jimi Hendrixa) ukazało się dopiero w latach 90. Jedne z nich mają charakter psychodeliczny (The Doors, Iron Butterfly), a inne bluesowy i jazzowy (Jethro Tull, Colosseum, Jimi Hendrix, Captain Befheart) - przy czym to ostatnie także awangardowy.

Najkrótszym utworem na tej składance jest kompozycja "Beggar's Farm" ("Farma Żebraka") zespołu Jetrho Tull. W przeciwieństwie do większości utworów tego zespołu jej głównym autorem nie był autorytarny lider Ian Anderson, a jej gitarzysta Mick Abrahams. W tym wypadku Anderson musiał się zadowolić jedynie współudziałem w jej skomponowaniu. Poprzez to autorstwo utwór ten jest bliższy bluesa i jazzu niż inne utwory zespołu Jethro Tull.

Utwór "When The Music's Over" ("Gdy przebrzmi muzyka") zawsze należał do moich ulubionych. Zespół kolejny raz wyszedł tutaj poza czasowe i formalne klamry kilkuminutowej piosenki pozostawiając jednak charakterystyczną dla siebie chwytliwą melodykę. W nagraniu tym solo gitarowe Robbie Kriegera zostało celowo zniekształcone w studio, aby nadać mu jeszcze większej siły wyrazu. Recenzenci muzyczni częśto zarzucali temu utworowi, że nawiązuje swoją strukturą do uwielbianego przez większość fanów i krytyków utworu "The End" z debiutanckiej płyty grupy. W przeciwieństwie do większości fanów, ja nie lubię tego ostatniego utworu, za to uwielbiam właśnie "When The Music's Over". Lubię go, bo jest ona dla mnie kwintesencją prawdziwego muzycznego, a nie przegadanego zespołu The Doors.

Nagranie "In A Gadda Da Vida" ("W rajskich ogrodach wyobraźni") z albumu pod tym samym tytułem amerykańskiej grupy Iron Butterly jest jednym z najsłynniejszych w historii muzyki rockowej, a także w kulturze popularnej. To także klasyczny przykład na to czym był amerykański acid rock i psychodeliczny rock lat 60. Utwór ten uważa się także za prekursorski w stylu zwanym później heavy metalem. Gdy po raz pierwszy usłyszałem go w młodości byłem porażony potęgą jego brzmienia i niekończącymi się coraz bardziej wciągającymi improwizacjami. dla celów promocyjnych utwór ten skrócono i wydano na singlu i w tej wersji zna go większość przeciętnych miłośników muzyki.

Gdy po raz pierwszy usłyszałem kompozycję "The Valentyne Suite" zespołu Colosseum, od raz się w nim zakochałem i ta miłość do niego trwa we mnie do chwili obecnej. To szczególnie udane artystycznie i przekonywujące muzycznie połączenie rocka psychodelicznego, progresywnego i jazzu. Pierwotnie utwór ten miał znaleźć się już na debiutanckim albumie grupy, ale w związku z tym, że album ten ukazał się już w Wielkiej Brytanii zamieszczono ją dopiero na drugiej płycie zespołu Colosseum. Pod względem formalnym utwór składa się z trzech części a ideowo opowiada o przebudzeniu przyrody po zimowym letargu (z lekkim nawiązaniem np. w okładce płyty do zwyczajów celtyckich).
Kompozytorem dwóch pierwszych części: "January Search" i "February's Valentyne" był Dave Greenslade (organy, wibrafon, pianino), a trzeciej "The Grass is Always Greener" dwaj inni członkowie tego zespołu: Dick Heckstall-Smith (saksofony) i Jon Hiseman (perkusja).

Jimi Hendrix z pewnością zasługuje na coś więcej niż tylko jedno nagranie. Ale tutaj wybrałem, i to nie przypadkowo, utwór "Voodo Chile Blues" z jednej z najważniejszych jego pośmiertnych płyt, albumu "Blues", wydanego w 1994 r. Opublikowana na nim wersja utworu "Voodo Chile" ("Dziecko czarownika"), silnie bluesowa, ale zachowująca swą hipnotyczną moc, ukazuje z cała wyrazistością, gdzie znajdowały się muzyczne inspiracje Hendrixa.

Składankę tę kończy monumentalny i najtrudniejszy na niej w odbiorze utwór "Mirror Man" ("Lustrzany Człowiek") z albumu pod tym samym tytułem nieodżałowanego Captain Beefhearta i jego zespołu Magic Band. Formalnie nagranie to ukazało się na piątej w kolejności płycie Kapitana w 1971 r., ale faktycznie album ten nagrany został już jesienią 1967 r. wówczas jednak wytwórnia wystraszyła się wydać te nagrania, bo uważa, że są one zbyt trudne w obiorze i nikt tej płyty nie kupi. Utwór "Mirror Man" jest przykładem na to jak prosty skądinąd utwór bluesowy może ewoluować w nieznane wcześniej rejony muzyczne dalekie od tradycyjnego pojmowania bluesa i wszechobecnej w muzyce pop komercji. Pod względem muzycznym, kompozycja ta to taka free jazzowa wersja pierwotnego wiejskiego bluesa.

To jeden z tych utworów po przesłuchaniu których żaden słuchacz nie może pozostać obojętny. Albo dozna oświecania i polubi nieznane mu wcześniej rejony muzyki mniej komercyjnej za to intelektualnie bardziej płodnej, albo na zawsze znienawidzi osobnika zwanego Captain Beehfeart z jego niekonwencjonalnym podejściem do faktury dźwiękowej. W tym drugim wypadku pozbawi się przy okazji obcowania z wieloma podobnymi poszukiwaniami muzycznymi wykraczającymi poza wąsko rozumianą i w sumie dość ograniczoną muzykę popularną. Nie przypadkowo więc portal Allmusic uważa płytę na której znalazł się utwór "Mirror Man" jako jedną z najważniejszych w całej karierze Beefhearta.

W załączniku link do koncertowej wersji utworu "Valentyne Suite" grupy Colosseum z koncertu w Montreux w 1969 r.

wtorek, 12 marca 2019

Posłuchajmy razem Vol. 16

       QUEEN
001 Play The Game (3:32)
002 Dragon Attack (4:19)
003 Sail Away Sweet Sister (3:33)
004 Need Your Loving Tonight (2:49)
005 Save Me (3:50
- nagrania z albumu „The Game” (1980)

       JETHRO TULL
006 North Sea Oil (3:12)
007 Orion (3:58)
008 Elegy (3:38)
009 Dark Ages (9:14)
- nagrania z albumu “Stormwatch” (1979)

       YES
010 Machine Messiah (10:28)
011 Into The Lens (8:32)
012 Tempus Fugit (5:22)
- nagrania z albumu “Drama” (1980)

       GENESIS
013 Guide Vocal (1:35)
014 Misunderstanding (3:15)
015 Duk's Travels (8:40)
016 Duk's End (2:07)
- nagrania z albumu “Duke” (1980)

Pełny czas: 78:36

Tym razem kluczem do składanki są nagrania kojarzone przez mnie z początkiem słuchania muzyki rockowej. A więc są to głównie płyty z 1980 r., kiedy po raz pierwszy szerzej zainteresowałem się tą muzyką, ale także o rok wcześniejszy album zespołu Jethro Tull.

Cechą charakterystyczną wszystkich powyżej wyszczególnionych płyt było to, że zamykały, lub rozpoczynały pewien etap kariery każdego z tych zespołów. Najczęściej nie były to płyty najlepsze w dyskografii tych wykonawców, ale na pewno takie, które były wówczas bardzo dyskutowane. Albumy te budziły kontrowersje ponieważ odbiegały nieco od dotychczasowego stylu wypracowanego przez te grupy.

Album „The Game” zespołu Queen był pierwszym jaki nagrałem w całości na kasecie magnetofonowej. Wcześniej, z powodu braku kaset i nieświadomości, nagrywałem tylko pojedyncze nagrania. Płytę tę nagrałem w audycji „Nowa Płyta” nadanej w Programie III w dniu 17 VIII 1980 r. Nic na świecie nie może wymazać tego wspomnienia z mojej pamięci, zwłaszcza, że dodatkowo zostało zapisane w moim notatniku o muzyce jakie wówczas prowadziłem.

Była to pierwsza płyta na której zespół Queen wykorzystał syntezatory, co jest tym dziwniejsze, że na okładce – jak się po latach dowiedziałem – wciąż widniał napis, że płyta jest od nich wolna. Na albumie tym zespół Queen zmienił swoje brzmienie (i wygląd – chłopaki ścięli włosy) na mniej rockowe, a bliższe pop rockowi początku lat 80. Nie przypadkiem więc pochodzący z tej płyty plastikowy i nudnawy – moim zdaniem – utwór „Another One Bites the Dust” stal się światowym przebojem.

Dla mnie ta płyta była początkiem końca starego dobrego Queen, a wspomniany utwór na zawsze zniechęcił mnie do słuchania nowych płyt tej grupy. W związku z tym, że tego utworu nie lubię, nie zamieściłem go w tym wyborze, choć wiem, że jest na wszystkich możliwych składankach tego zespołu. Ja pozostawiłem tutaj tylko te utwory, które nawiązywały do dawnego brzmienia zespołu z mocnymi solówkami gitarowymi Briana Maya.

Album „Stormwatch” (1979) jest dwunastą płytą studyjną zespołu Jethro Tull i kończy trylogię folk rockowych płyt zespołu z drugiej połowy lat 70. Wcześniejszymi, bardzo udanymi, płytami w tym stylu były: „Songs From The Wood” (1977) i „Heavy Horses” (1978). Album ten jest zresztą bardziej rockowy niż folkowy. Teksty piosenek dotyczą spraw ochrony środowiska, wydobycia ropy z Morza Północnego (wówczas bardzo istotny temat gospodarczy dla Wielkiej Brytanii) i wpływu pieniędzy na wspomniane sfery życia.

Ale znalazły się tutaj również utwory mówiące o legendzie „latającego Holendra” i Dun Ringill – osadzie z epoki żelaza i siedzibie szkockiego klanu MacKinnon. Natomiast utwór „Elegy” jest holdem dla ciężko chorego członka zespołu Johna Glascocka, który zmarł podczas sesji do tego albumu.

Była to jedyna płyta, spośród wyżej opisywanych, którą słuchałem i nagrałem bezpośrednio z płyty winylowej. Było to możliwe dzięki temu, że na licencji wydało ją w Polsce wydawnictwo Tonpress. Dzięki temu była ona łatwiej dostępna i nie tak droga jak zachodnie oryginalne płyty, a więc w zasięgu zakupu krajowych melomanów. Wydano ją zresztą bardzo starannie, tak że można tylko żałować, że ówcześni decydenci PRL nie byli w stanie podjąć więcej tak trafnych decyzji przy zakupie licencji na zachodnie płyty. Mogłem ją przesłuchać dzięki temu, że jeden z kolegów szkolnych pożyczył mi ją do przesłuchania i przegrania.

Niestety w przeciwieństwie do dwóch wcześniejszych albumów folk rockowych to płyta znacznie mniej udana. Kompozycje są jakby mniej dopracowane, a wypracowany na dwóch wcześniejszych albumach styl zdaje się coraz bardziej ciążyć zagubionemu liderowi. Widać to zwłaszcza w rozwlekłej i nie całkiem przemyślanej kompozycji „Dark Ages” („Średniowiecze”). Długo się zastanawiałem czy ją zamieścić na tej składance. Ostatecznie wybrałem ją aby zachować proporcje wielkości w doborze utworów na nią wybranych.

Album „Drama” zespołu Yes po raz pierwszy usłyszałem w audycji „Minimax” nadanej w dniu 25 IX 1980 r. Pamiętam jak dzisiaj, że zapowiadając tę płytę Kaczkowski ubolewał nad tym, że angielscy krytycy w chwili jego wydania napisali do niego najkrótszą recenzję jaka kiedykolwiek powstała, a brzmiała ona tak: „Yes – No”. Przy okazji stwierdził, że w ten krótki „aczkolwiek” dobitny sposób „schlastano płytę może inną, ale nie znaczy tak całkiem złą". W każdym razie bardzo złe przyjęcie wśród publiczności i krytyków tej płyty doprowadziło do rozpadu zespołu Yes w 1980 r.

We wspomnianej zapowiedzi Kaczkowski miał dużo racji. Nie była to aż tak zła płyta, miała tylko bardzo złą prasę i zły odbiór. Ale na jej docenienie trzeba było poczekać jeszcze wiele lat, a zwłaszcza na faktycznie złe płyty zespołu Yes.

Album „Drama” (1980) był dziesiątym studyjną płytą zespołu Yes. Został nagrany bez udziału dotychczasowego wokalisty tej grupy - Johna Andersona i jej klawiszowa – Ricka Wakemana. Zastąpili ich: Trevor Horn (śpiew) i Geoff Downes (instrumenty klawiszowe). Byli oni także współkompozytorami nowego repertuaru. Wspomniane zmiany całkowicie i radykalnie zmieniły brzmienie całej płyty.

Jednak pomimo tego, dzięki liderowi tej formacji Chrisowi Squire’owi, wciąż słyszało się że to ten sam dobry stary zespół Yes. Oczywiście nie wszystkie utwory są równie dobre. Najlepszym utworem na tym albumie jest na pewno kompozycja otwierająca album pt. „Machine Messiah” („Mechaniczny Mesjasz”) nawiązująca bezpośrednio do najlepszych czasów progresywnego rocka lat 70. Bardzo dobry jest też utwór „Into The Lens”, którego początkowy perkusyjny fragment uczyniono niegdyś muzycznym dżinglem Trójki. Przyjemny w słuchaniu jest także „Tempu Fugit”, choć z dawnym stylem grupy ma już mniej wspólnego.

Album „Duke” (1980), dziesiątą płytę studyjną w karierze zespołu Genesis, usłyszałem po raz pierwszy w Programie III Polskiego Radia w dwóch audycjach „Muzyczna Poczta UKF” nadanych 16 i 23 IV 1980 r. Po odejściu z zespołu gitarzysty Steve’a Hacketta grupa Genesis w trzyosobowym skaldzie zwróciła się w kierunku soft rocka. Nagrany w nowym stylu album “...And Then There Were Three...” (1978) odniósł ogromny sukces komercyjny. Zachęciło to zespół do kontynuowania tego kierunku artystycznego na albumie “Duke”. Płytę tę przygotowano w ten sposób, aby połączyć dawny i nowy styl zespołu, a więc utwory pop rockowe przemieszano z kompozycjami w dawnym progresywno rockowym stylu.

Zmianę przynosiła także bardziej uproszczona okładka albumu przedstawiająca bliżej nie znaną osobę wyglądającą przez okno. Przy okazji prezentacji płyty Kaczkowski tak skomentował tę okładkę: że to okno prezentuje muzykę Genesis szerzej otwartą na słuchaczy. Motywem przewodnim tego albumu była kompozycja „Guide Vocal”. Kaczkowski prezentował ją wówczas wielokrotnie w Polskim Radio przy równych okazjach. Faktycznie to bardzo dobry, choć krótki utwór i jest dobrym łącznikiem różnych części płyty, choć muzycznie nie stanowią one całości.

Oczywiście króciutki utwór „Guide Vocal” także mi się bardzo podoba stąd znalazł się na tej składance. Zamiesiłem tutaj także jeden z największych przebojów „Misunderstanding” („Nieporozumienie”) gdyż mam do niego wielką słabość. Do wielkiej popularyzacji tego nagrania przyczynił się na pewno nakręcony do niego teledysk w reżyserii Stuarta Orme. Film z tego teledysku przedstawia zespół jadący dwoma samochodami (jednym jedzie Phil Collins, drugim – Tony Banks i Mike Rutherford) ulicami Los Angeles w takt melodii piosenki wspomnianej piosenki. W teledysku jej brzmienie jest jednak nieco inne. Jednak najważniejszą dla mnie kompozycją na tej płycie jest suita „Duk’s Travels” i zamykająca ją piosenka „Duk’s End” z powracającym motywem „Guide Vocal” na końcu albumu. Obie kompozycje były ukłonem grupy wobec dawnych fanów i dawały im radość z obcowania z dawnym progresywnym Genesis.

W tamtym czasie byłem tą płytą mocno rozczarowany, ale głównie z tego powodu, że oczekiwałem możliwości nagrania z radia klasycznych albumów tego zespołu. Płytę nagrałem, ale za bardzo jej nie lubiłem. Zdanie o niej zmieniłem dopiero po latach.

W sumie nie uważam żadnej z powyższych płyt za bardzo dobrą, ale wszystkie kiedyś później kpiłem tylko dlatego, że kojarzą mi się z młodością i początkami mojej drogi melomana.

W załączniku oficjalny teledysk zespołu Genesis z piosenką "Misunderstanding" z 1980 r.
 https://www.youtube.com/watch?v=C_L-S-0Gc4I

wtorek, 1 stycznia 2019

Posłuchajmy razem Vol. 13

001 PROCOL HARUM - Conquistador (2:40)
       - nagranie z albumu “Procol Harum” (1967)
002 CAT STEVENS - Lady D'Abanville (3:46)
        - nagranie z albumu “Mona Bone Jakon” (1970)
003 CROSBY STILLS NASH & YOUNG - Country Girl (5:14)
        - nagranie z albumu “Déja Vu” (1970)
004 GENESIS - Time Table (4:47)
        - nagranie z albumu “Foxtrot” (1972)
005 JETHRO TULL - Bouree (3:47)
         - nagranie z albumu “Stand Up” (1969)
006 LEONARD COHEN - Suzanne (3:48)
        - nagranie z albumu “Songs Of Leonard Cohen” (1967)
007 LOU REED - Lady Day (3:40)
        - nagranie z albumu “Berlin” (1973)
008 IRON BUTTERFLY - Are You Happy (4:32)
        - nagranie z albumu “In-A-Gadda-Da-Vida” (1968)
009 THE KINKS - Victoria (3:42)
        - nagranie z albumu “Arthur Or The Decline And Fall Of The British
           Empire” (1969)
010 THE BEATLES - While My Guitar Gently Weeps (4:45)
        - nagranie z albumu “The Beatles (White album)” (1968)
011 QUEEN - Bohemian Rhapsody (5:54)
        - nagranie z albumu “A Night At The Opera” (1975)
012 THE MOODY BLUES  - Candle Of Life (4:15)
        - nagranie z albumu “To Our Childrens Childrens Children” (1969)
013 STEELY DAN - Do It Again (5:57)
        - nagranie z albumu “Can't Buy A Thrill” (1972)
014 YES - I See You (6:63)
        - nagranie z albumu “Yes” (1969)
015 ALAN PARSON'S PROJECKT - Ammonia Avenue (6:33)
        - nagranie z albumu “Ammonia Avenue” (1984)
016 BLUE OYSTER CULT - Astronomy (6:28)
        - nagranie z albumu “Secret Treaties” (1974)

Pełny czas: 77:13

Kolejna ze składanek poświęcona prezentacji wybranych najlepszych – moim zdaniem – nagrań różnych wykonawców z różnych płyt. Podobnie jak poprzednio dominują tutaj nagrania z lat 70. i końca 60, ale nie zabrakło też jednego utworu z lat 80.

Oczywiście ktoś mógłby wybrać inne kompozycje, ale mój wybór jest swego rodzaju klasyczny i obejmuje najczęściej powszechnie uznane nagrania, choć nie koniecznie obecnie już tak masowo znane, np. na pewno mniej znany jest już obecnie amerykański zespół Iron Butterfly.

Opisywanie każdego z tych wykonawców i nagrań zajęło by mi zbyt wiele czasu, więc tak jak poprzednio ograniczę się tylko do opisu wykonawcy jakiego wybrałem do prezentacji w linku z teledyskiem muzycznym. Ten zaszczyt przypadł tym razem zespołowi Steely Dan. Pomimo wielkiej popularności w Stanach Zjednoczonych, zespół ten jest wciąż stosunkowo mało znany w Polsce – oczywiście mówimy o masowym odbiorcy.

Steely Dan, to zespół amerykański grający wyrafinowany pop rock z elementami jazzu. Największe sukcesy odniósł w latach 70., kiedy nagrał większość swych klasycznych płyt. Choć zespół ten powstał jako tandem kilku muzyków, praktycznie rzecz biorąc przez większość czasu był duetem tworzonym przez dwie osoby: Donalda Fagena (śpiew, instrumenty klawiszowe) i Waltera Beckera (śpiew, gitara basowa, gitara), którzy też byli autorami całości jego repertuaru. W początkowym okresie znaczącą rolę w kształtowaniu brzmienia zespołu miał też gitarzysta Jeff „Skunk” Baxter.

Steely Dan była jedną z tych grup, która koncentrowała się na pracy studyjnej, stąd w czasach swej świetności bardzo mało koncertowała. Liderzy byli też bardzo wymagający co do współpracowników i nie pozwalali im na rozwijanie podczas sesji nagraniowych własnych pomysłów, tylko oczekiwali odegrania w studio skomponowanych przez siebie utworów wraz niuansami aranżacji. Z tego powodu uchodzili za trudnych partnerów w biznesie muzycznym.

Osobiście nie jestem jakimś szczególnym fanem Steely Dan, ale doceniam ten zespół i niektóre jego płyty jako całość. Zawsze jednak lubię opisane poniżej nagranie.

Proponowany tutaj do posłuchania w teledysku utwór pierwotnie otwierał debiutancki album grupy „Can't Buy a Thrill” (1972). Wcześniej wybrano go też na singiel promujący album. Singlowa wersja tego utworu doszła do miejsca 6 na liście Billboard Hot 100, czyli na amerykańskiej liście przebojów (sprzedaży). Utwór opowiada o człowieku uzależnionym od seksu, hazardu i klubów nocnych, który choć przypuszcza że jest uzależniony, to wciąż robi wciąż te same złe rzeczy.

Nagranie w prezentowanej formie pochodzi z koncertu zespołu z 1972 r. - link poniżej:
https://www.youtube.com/watch?v=7JkS8WB94ME

środa, 5 grudnia 2018

Posłuchajmy razem Vol. 12

001 YES – Time And A Word (4:31)
       - nagranie z albumu “Time And The word” (1970)
002 QUEEN - "39 (3:30)
       - nagranie z albumu “A Night At The Opera” (1975)
003 STEELY DAN - Show Biz Kids (5:26)
       - nagranie z albumu “Countdown To Ecstasy” (1973)
004 TALKING HEADS - Psycho Killer (4:21)
       - nagranie z albumu “77” (1977)
005 THE CREAM - Dance The Night Away (3:37)
       - nagranie z albumu “Disraeli Gers” (1967)
006 JETHRO TULL - Singing All Day (3:07)
       - nagranie z albumu “Living In the Past” (1971)
007 ERIC CLAPTON - Layla (7:06)
      - nagranie z albumu “Layla And Other Assorted Love Songs” (1970)
008 FREE - Wishing Well (3:43)
      - nagranie z albumu “Heartbreaker” (1972)
009 THE DOORS - Light My Fire (7:09)
       -nagranie z albumu “The Doors” (1967)
010 KING CRIMSON - I Talk To The Wind (6:07)
       - nagranie z albumu “In The Court Of The Crimson King” (1969)
011 KISS - I Was Made For Lovin' You (4:33)
       - nagranie z albumu “”Dynasty” (1979)
012 LED ZEPPELIN - Dancing Days (3:43)
       - nagranie z albumu “Houses Of The Holy” (1973)
013 STEAMHAMMER - Junior's Walinig (3:17)
      - nagranie z albumu “Steamhammer” (1969)
014 FLEETWOOD MAC - The Green Manalishi (4:36)
       - z albumu “Fleetwood Mac Greastest Hits” (1971)
015 BLACK SABBATH - Children Of The Grave (5:18)
       - nagranie z albumu “Master Of Reality” (1971)
016 ROKY ERICKSON & THE ALIENS - I Walked With Zombie (2:50)
       - nagranie z albumu “Roky Erickson And The Aliens” (1980)
017 PINK FLOYD – Not Now John (4:56)
       - nagranie z albumu “The Final Cut” (1983)

Pełny czas: 77:53

Podobnie jak w wypadku jednej z poprzednich składanek, także na tym zestawie zebrałem wyłącznie pojedyncze nagrania wybrane z różnych płyt. Każde z nich bardzo lubię i w przeszłości, czy obecnie często ich słucham w różnych konfiguracjach. Zostały one nagrane przez różnych wykonawców i reprezentują różne style, a ich cechą charakterystyczną jest to że obecnie wszystkie z nich należą do klasyki rocka (ang. classic rock). Ale trzeba przyznać, że nie wszystkie z tych nagrań są jednakowo znane dla masowego odbiorcy.

Najstarsze ze zgromadzonych tutaj nagrań, utwory zespołów The Doors i Cream, pochodzą z 1967 r., a najmłodsze pochodzi z 1983 r. – nagranie grupy Pink Floyd. Większość nagrań pochodzi jednak z przełomu lat 60. i 70., a więc szczególnie płodnego okresu w dziejach rocka. Generalnie to utwory pochodzące z regularnych płyt, ale w wypadku kompozycji The Green Manalishi” grupy Fleetwood Mac mamy do czynienia z nagraniem pochodzącym ze składanki wydanej w 1971 r. Pierwotnie kompozycja ta ukazała się na 7 calowym singlu wydanym w 1971 r. przez wytwórnię Reprise,. Po jego pierwszej stronie był utwór „The Green Manalishi (With The Two Prong Crown)”, a po drugiej utwór “World In Harmony”.

Z reguły napisanie w miarę dobrego opisu do cyklu „Posłuchajmy razem”, takiego jak poprzednim razem, zajmuje mi tyle czasu co trwa sama płyta, a w tym wypadku trwałoby to dłużej, bo jest wiele utworów, więc poprzestanę na tym co napisałem.

Wszystkie zgromadzone tutaj utwory są na swój sposób wspaniałe, ale jeden z nich zawsze szczególnie na mnie działa. To wspomniany „The Green Manalishi” tłumaczony niekiedy na polski jako „Zielony Diablik”. To kompozycja gitarzysty Petera Greena, lidera bluesowego Fleetwood Mac. W przeciwieństwie do często pełnych liryzmu wcześniejszych kompozycji Greena utwór ten ma w sobie jakąś wewnętrzną złość, a także agresję wobec czegoś określanego jako „The Green Manalishi”. Według niektórych interpretacji, także tej mojej, ów „Zielony Diablik”, to uosobienie pieniędzy, chciwości, żądzy władzy, a zarazem zła na tym świecie.

Poniżej link do tego nietuzinkowego utworu w wersji koncertowej (choć lekko podrasowanej sekwencjami z życia grupy Fleetwood Mac w epoce) z 1970 r.
https://www.youtube.com/watch?v=ZjOD8i-8uWY

Widzimy tutaj zespół w pierwszym najlepszym składzie, a więc obok Petera Greena (gitara, spiew) i dwóch długoletnich członków grupy: Johna McVie (gitara basowa) i Micka Fleetwooda (perkusja), także Danny Kirwana (gitara, śpiew) i Jeremy Spencera (gitara).

Liczbą nieszczęść jaka spotkała ten zespół można by obdzielić kilka innych grup, ale pomimo to przetrwał on do naszych czasów, ale kosztem zmiany stylu.

Posłuchajmy razem Vol. 107

       THE GROUNDHOGS- “Scratching The Surface” (1968) 001 Rocking Chair (4:06) 002 Waking Blues (2:23) 003 Married Man (4:34) 004 No More D...