Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Focus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Focus. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 listopada 2018

Posłuchajmy razem Vol. 11

YES – The Revealing Sience of God (20:26)
- z albumu “Tales From Topographic Oceans” (1973)

PINK FLOYD - Echoes (23:31)
- z albumu – “Meddle” (1971)

KING CRIMSON - In The Court Of The Crimson King (9:23)
- z albumu “In the Court of the Crimson King” (1969)

FOCUS - Eruption (23:02)
– z albumu “Moving Waves” (1971)

Pełny czas: 76:31

Wielki sukces albumu “Close to the Edge”, a także studia nad filozofią shastrick skłoniły Jona Andersona do stworzenia zarysu nowej płyty grupy. Zgodnie z przyjętym planem miał to być podwójny album wydany ostatecznie w 1973 r. pod nazwą „Tales from Topographic Oceans” („Opowieści z topografii oceanów”). Znalazły się na nim tylko cztery, ale za to bardzo rozbudowane utwory w formie suit. Pierwszą z nich był utwór “The Revealing Science of God (Dance of the Dawn)” (“Odkrywanie nauki boskiej”). Znaczący wkład kompozytorski do tego utworu wnieśli także inni członkowie zespołu Yes.

Nagranie to po raz pierwszy usłyszałem w Polskim Radio na początku lat 80. i odtąd pozostało on ze mną już na zawsze. Wiem, że utwór ten, podobnie, jak cały ten podwójny album jest mocno krytykowany przez ludzi zawodowo zajmujących się pisaniem o muzyce, ale mnie to nie przeszkadza. Nie jestem zawodowym krytykiem, a jedynie słuchaczem i lubię taką muzykę jaka przynosi mi przyjemność, a nie taką jaką wypada lubić.

Nagranie „Echoes” z albumu „Medle” (1971 r.) z należy do najbardziej znanych i cenionych w repertuarze zespołu Pink Floyd. Genezy tego utworu należy szukać w zniechęceniu zespołu Pink Floyd do tworzenia dłuższych nagrań przy obcej pomocy. W szczególności chodziło tutaj o kompozycję „Atom Heart Mother” z płyty pod tym samym tytułem wydanej w 1970 r. Nie dość że do jej odtwarzania na koncertach potrzeba było całej orkiestry symfonicznej, to jeszcze jej współkompozytorem był Ron Geesie. A Pink Floyd chciało obniżyć koszty i nie dzielić się sukcesem z obcymi. W ten sposób zrodziła się myśl o nagraniu podobnej i długiej kompozycji wyłącznie w oparciu o własne siły.

Powiedzieć, że się go lubi, ma takie same znaczenie jak stwierdzenie, że „Mona Lisa” jest ładnym obrazem. Każdy to wie, bo to jedno z nagrań archetypów suity rockowej i to jednej z najbardziej udanych w dziejach gatunku. Nieco dziwne jest to, że pozostałe utwory na płycie nieco od niego odstają jakością. Utwór zaczyna się od jakby pikania sonara, a następnie jego melodyka pięknie się rozwija. Nagranie to jest dowodem wielkiego talentu kompozytorskiemu członków zespołu. W jego odbiorze szczególne znaczenia ma wspaniała gra Ricka Wrighta  na instrumentach klawiszowych oraz śpiew i gra na gitarze Davida Gilmoura. W każdym razie utwór ten jest kanonem rocka sam w sobie i nie wyobrażam sobie żadnego zestawienia najlepszych utwór rockowych bez niego.

Utwór „In The Court Of The Crimson King” (“Na Dworze Karmazynowego Króla”) z albumu z 1969 r. pod tym samym tytułem, to także jedno z kanonicznych nagrań w dziejach rocka. Pomimo że liderem zespołu był gitarzysta Robert Fripp, to znaczący wkład w powstanie tej płyty mieli także inni członkowie tego zespołu. Szczególnie wielki był on w wypadku trzech z nich: Ian McDonald (inst.. dęte i klawiszowe, śpiew) i Greg Lake (śpiew, gitary), Pete Sinfield (teksty). Wspomniana kompozycja była zresztą dziełem wyłącznie McDonalda i Sinfielda. Gdy ją usłyszałem po raz pierwszy, a było to w 1980 r., to byłem nią zachwycony, ale jednocześnie zastanawiałem się kim u licha są ci dwaj ludzie. Jak dowiedziałem się, że ten Sinfield pisał tylko teksty, a liderem zespołu był Fripp, byłem nieco zdziwiony. W każdym razie utwór „The Court of the Crimson King” składa się z dwóch części: „The Return of the Fire Witch” (“Powrót Wróżki Ognia”) i „The Dance of the Puppets” (“Taniec Marionetek”). Nagranie to przesiąknięte jest brzmieniem melotronu, dostojeństwem dawnej muzyki klasycznej, a także pewnym niepokojem płynącym z tekstów i ogólnego przesłania całego albumu. Uważa się go za jedną z najbardziej znaczących płyt w historii rocka.

Najmniej znanym utworem w tym zestawieniu, ale na pewno znanym każdemu fanowi progresywnego rocka, jest utwór „Eruption” („Wybuch”) holenderskiego zespołu Focus. Utwór zajmuje całą drugą stronę oryginalnej płyty winylowej i pochodzi z albumu „Moving Waves” („Ruchome fale”) z 1971 r. wydanego pierwotnie w Holandii pod tytułem „Focus II”. Uważam ten album i to nagranie za jedno z najlepszych w progresywnym rocku lat 70., a obecnie za klasyczną pozycję w muzyce rockowej. Utwór „Eruption” jest rockową wersją mitu o Orfeuszu i Eurydyce i nawiązuje do interpretacji operowych Jałopo Periego z 1600 r. oraz Claudio Monteverdiego z 1609 r. W sumie ten instrumentalny utwór wiele też zyskuje dzięki dobrym rockowym solówkom gitarzysty Jana Akkermana i Thijsa van Leera na instrumentach klawiszowych. Prowadzą oni swoisty dialog miedzy sobą wcielając się w postacie Orfeusza (van Leer) i Eurydyki (Akkerman). Zespół Focus już w epoce udowodnił, że nie tylko grupy brytyjskie mogą tworzyć dobre kompozycje i przekonująco je nagrywać na płytach a potem grać na koncertach.

W załączniku utwór "Eruption" w wersji koncertowej z epoki, czyli z początku lat 70., w tej wersji został skrócony do 10 minut, ale za to jest bardziej rozimprowizowany i jazzowy.
https://www.youtube.com/watch?v=8OB5kMsOSWc

środa, 31 października 2018

Posłuchajmy razem Vol. 7

001 J.J. CALE - Call Me Doctor (2:28)
       - z albumu “Naturally (1972)
002 FAIRPORT CONVENTION - Genesis Hall (3:42)
     - z albumu “Unhalfbricking” (1969)
003 PROCOL HARUM - A Whiter Shade of Pale (4:09)
       - z singla lub amerykańskiej wersji albumu “Procol Harum” (1967)
004 FOCUS - Hocus Pocus (6:42)
       - z albumu „Fokus II” znanego też jako „Moving Waves” (1971)
005 SANTANA - Treat (4:47)
       - z albumu “Santana” (1969)
006 TEN YEARS AFTER - I Can't Keep Crying Sometimes (5:24)
       - z albumu “Ten Years After” (1967)
007 JETHRO TULL - Serenade To A Cuckoo (6:08)
       - z albumu “This Was” (1968)
008 ERIC CLAPTON - Double Trouble (4:23)
       - z albumu “No Reason to Cry” (1976)
009 EMERSON LAKE & PALMER - From The Beginning (4:16)
        - z albumu “Trilogy” (1972)
010 GENTLE GIANT - Three Friends (3:04)
       - z albumu “Three Friends” (1972)
011 LOU REED - Perfect Day (3:46)
       - z albumu “Transformer” (1972)
012 THE MOODY BLUES - Lost In The Lost World (4:45)
       - z albumu “Seventh Sojourn” (1972)
013 NICK CAVE - Sorrow's Child (4:40)
        - z albumu “The Good Son” (1990)
014 THE NICE - Hang On The Dream (4:47)
       - z albumu “Nice” (1969)
015 THE STRANGLERS - Golden Brown (3:30)
       - z albumu “La folie” (1981)
016 ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA - In The Hall Of The Mountain
         King  (6:38)
       - z albumu “On The Third Day” (1973)
017 PINK FLOYD - Jugband Blues (2:56)
       - z albumu “A Saucerful Of Sectrets” (1968)

Pełny czas: 76:41

To zestaw utworów szczególnie mi bliskich o pięknych melodiach. Każde z nagrań pochodzi z innej płyty i zostało nagrane przez innego wykonawcę ale dobrałem je tak, że stanowią jedną całość muzyczną – przynajmniej ja tak to widzę.

Na początek nagranie „Call Me Doctor” z debiutanckiej płyty amerykańskiego barda J.J. Cala (zm. 2013 r.). Na tej samym albumie znajdują się też słynne „After Midnight” znane z późniejszych interpretacji Erica Claptona, ale mnie najbardziej podoba się utwór który wybrałem. Niestety, J.J. Cale nie znalazł swego polskiego tłumacza jak Cohen Zembatego przez co wiele z tej muzyki umyka, bo trudno jest dokonać poetyckiego tłumaczenia z j. angielskiego.

Nagranie „Genesis Hall” najwybitniejszej brytyjskiej grupy folk rockowej Fairport Convention to kompozycja jej lidera Richarda Thompsona z rewelacyjnym wokalem Sandy Denny (zm. 1978 r.). Gdy 25 lat temu utwór ten usłyszałem po raz pierwszy poraził mnie on swoją mocą i to porażenie trwa do chwili obecnej. W krajach anglosaskich piosenka ta uważana jest za arcydzieło folk rocka, a u nas jest raczej mało znana, nie ma nawet jej polskiego tłumaczenia, a na pewno zasługuje na takie. Utwór opowiada o eksmisji przez policję dzikich lokatorów i stosowanej wobec nich przemocy, a szerzej o biedzie, bezradności i samotności.

Nagranie “A Whiter Shade of Pale” grupy Procol Harum jest jednym z archetypów utworu rockowego. To kompozycja lidera tej formacji pianisty i wokalisty Gary Brookera (wiele lat później wystąpił na festiwalu w Sopocie) i organisty Mathew Fischera silnie inspirowana muzyką Bacha ze słowami nadwornego tekściarza zespołu Keitha Reeda. Po raz pierwszy z nagraniami tej grupy spotkałem się w 1975 r. przy okazji wydanej w Polsce płyty „Procol’s Ninth” (1975 r.). Dla ówczesnego miłośnika Tercetu Egzotycznego itp. była to muzyka nie do nie dosłuchania a wokalista śpiewający nosowym głosem wydawał mi się nie do zniesienia.

Holenderski zespół Fokus należał w latach 70. do czołówki progresywnego rocka, obecnie jest już nieco zapomniany. Pełne żywiołowości i zabawne nagranie „Hocus Pocus” to wspólne dzieło jej liderów: organisty i wokalisty Thijsa van Leera i gitarzysty Jana Akkermana. Jak dziś pamiętam jak widziałem album z którego pochodzi to nagranie w sklepie „Disco” w Bielsku Białej na początku lat 80. Serce się krajało z chęci, ale kasy nie było więc pozostało tylko uczucie niespełnienia. Trwało ono przez wiele lat, aż do chwili kiedy płytę tę kupiłem na CD.

Z debiutanckiego albumu grupy Santana zawsze bardzo podobał mi się jazzujący utwór „Treat” będący kompozycją zespołową całości tej grupy, a więc oprócz Carlos Santany (gitara, śpiew) także następujących osób: Gregg Rolie (organy, fortepian, główny wokalista), David Brown (gitara basowa), Michael Shrieve (perkusja), Michael Carabello (instrumenty perkusyjne i kongi), José "Chepito" Areas (instrumenty perkusyjne i kongi). Muzyka w tym utworze pylenie naturalnym niczym nie wymuszonym strumieniem i aż szkoda że się tak szybko kończy (w wersjach koncertowych utwór ten daje pole do improwizacji i trwa znacznie dłużej).

Nastrój smutku i zadumy zawsze przywołuje we mnie nagranie „I Can't Keep from Crying Sometimes” („Czasami nie mogę przestać płakać”) brytyjskiego klasyka blues rocka zespołu Ten Years After. Faktycznie to nie ich kompozycja, a tylko znakomita interpretacja kompozycji amerykańskiego kompozytora, gitarzysty i producenta Ala Koopera. Ale, podobnie jak w wielu innych wypadkach, to właśnie dzięki ich wersji została zapamiętana w muzyce popularnej.

Z kolei instrumentalny utwór „Serenade to a Cuckoo” to znakomita interpretacja kompozycji jazowego klasyka Rolanda Kirka (zm. 1977 r.) w wykonaniu zespołu Jethro Tull. W tym czasie grupa ta wykazywała jeszcze znamiona pewnej demokracji, stąd obok lidera a zarazem jej późniejszego dyktatora Iana Andersona (kompozytor, śpiew, flet, gitara) coś do powiedzenia w niej mieli także inni członkowie, a zwłaszcza gitarzysta Mick Abrahams (później lider grupy Blodwyn Pig) i basista Glen Cornick (później lider grupy Wild Turkey).

Nie ma chyba w miarę obytego człowieka na tym świecie, którzy przynajmniej raz nie słyszałby jakiegoś nagrania Erica Claptona – chyba że mieszkał w Iranie lub w Korei Północnej, albo jest fanatycznym disco-polowcem. Wśród niezliczonej ilości jego nagrań szczególnie podoba mi się jego interpretacja kompozycji bluesowego klasyka Otisa Rusha „Double Trouble”. W każdym razie podwójne problemy mogą przytłoczyć każdego człowieka.

Brytyjskie trio Emerson Lake & Palmer jest klasykiem progresywnego rocka lat 70. , a także wszystkiego co w tym stylu było potniej bardzo krytykowane: nadmiernej wirtuozerii, bezduszności, gigantomanii itp. Ja jednak zawsze lubiłem ten zespół i jego nietuzinkową i dość trudną w odbiorze muzykę. Przedstawiona tutaj kompozycja autorstwa jej gitarzysty i wokalisty Greg’a Lake’a jest dowodem na to, że potrafił on być także subtelny nie popadając przy tym w sentymentalizm.

Równie ambitnymi, choć znacznie mniej znanymi i popularnymi klasykami brytyjskiego progresywnego rocka lat 70. była grupa Gentile Giant. Cechą jej muzyki, obok dużej biegłości instrumentalistów, było szerokie stosowanie techniki kontrapunktu, czyli prowadzenia kilku niezależnych od siebie linii melodycznych (polifonia). Z tego powodu, choć ich utwory były dość krótkie, odbierano je jako trudne w odbiorze, co znacznie ograniczyło ich krąg ich słuchaczy. Zamieszczony tutaj utwór to wspólne dzieło jej głównych członków: kompozytora, wokalisty i klawiszowa Kerry Minneara oraz  -braci Shulmann: Derka (śpiew, gitara basowa, saksofon), Phila (saksofony) i Raya (śpiew, gitara basowa, skrzypce, gitara).

Utwór „Perfect Day” pochodzi z drugiej płyty solowej Lou Reeda, amerykańskiego kompozytora, gitarzysty i wokalisty, a także jednego z ojców chrzestnych muzyki punk. Pierwotnie, obok albumu „Transformer” ukazała się także na drugiej stronie singla „Walk On The Wilde Side”, którzy przyczynił się do masowej popularności Lou Reeda. Utwór ten zyskał drugie życie za sprawą filmu „Trainsporting” w reż. Danny Boyle’a z 1996 r. opowiadającego o uzależnieniu od narkotyków (w roli głównej wystąpił w nim młody Ewan McGregor). Mnie to nagranie o smutnej tonacji podobało się od zawsze i jakbym miał talent i był reżyserem to także umieściłbym je na ścieżce dźwiękowej jakiegoś filmu.

„Zaginiony w zaginionym świecie” („Lost In The Lost World”) to stwierdzenie które dobrze opisuje sytuację nie jednego pozornie szczęśliwego człowieka na tym świecie. To także tytuł kompozycji zespołu The Moody Blues, a właściwie jej klawiszowca Mike’a Pindera który udzielił się w nim także jako główny wokalista. Utwór ma spokojną melodię ale o dużej sile wyrazu.

Kolejny utwór „The Good Son” to kompozycja Nicka Cave’a nagrana wspólnie z jego długoletnim zespołem The Bad Seeds najsłynniejszym zespołem, tutaj w klasycznym składzie m.in. z Mickiem Harleyem (gitary, wibrafon, instrumenty perkusyjne, śpiew) i Blixa Bargeldem (gitara, śpiew). Pierwszy z nich pochodził z australijskiej formacji punkowej The Birthday Party w skład której wchodził także Nick Cave, a drugi był członkiem niemieckiej grupy Einstürzende Neubauten  prekursorów industrial rocka. W przeciwieństwie do tych formacji prezentowane tutaj nagranie jest wyjątkowo spokojne, wręcz nostalgiczne.

Brytyjska grupa The Nice była jednym z pierwszych zespołów grających progresywnego rocka. W późniejszych latach jej trzej członkowie stali się podporą dwóch słynnych zespołów: Refugee i Emerson Lake & Palmer. Do pierwszego weszli Lee Jackson (gitara basowa i śpiew) i Brian Davidson (perkusja), a do drugiego wszedł kompozytor i klawiszowiec Keith Emerson. Z ich repertuaru szczególnie podoba mi się ich wersja kompozycji amerykańskiego barda Tima Hardina (zm. 1980 r.) „Hand On to A Dream”.

The Stranglers to dość radykalny zespół punkowy który z biegiem czasu stał się grupa liryczną. W poszukiwaniu nowego brzmienia i poprawienia pozycji w świcie show biznesu zespół nie poszedł jednak na łatwiznę, tak zrobił The Moody Blues, a tym samym uniknął stania się pośmiewiskiem wśród własnej dawnej publiczności. Udało mu się wypracować nowe bardziej przystępne, choć nie banalne brzmienie i styl. Był on liryczny, ale nie banalny, czego nagranie „Golden Brown” jest najlepszym przykładem. Jeżeli ktoś nie wierzy to niech spróbuje zanucić melodię z tego utworu – życzę powodzenia.

Utwór „In the Hall of the Mountain King” – „W Grocie Krola Gór” to jedna z najpopularniejszych kompozycji dziewiętnastowiecznej muzyki klasycznej. Stworzył ją norweski kompozytor i pianista pochodzenia szkockiego Edward Grieg (zm. 1907 r.). Tutaj mamy ten utwór w interpretacji zespołu Electric Light Orchestra  z okresu, kiedy jeszcze jej lider Jeff Lenne nie uważał się za nieomylnego, dopuszczał wkład innych muzyków, a także preferował brzmienie zestawu prawdziwych instrumentów smyczkowych zamiast wprowadzonych potem przez siebie syntezatorów.

Na zakończenie umieściłem chyba jedno z najsmutniejszych nagrań jakie stworzono w muzyce rockowej. Utwór „Jugband Blues” choć składa się ze słowa blues nie jest żadnym bluesem. Na pewno jest to jednak bardzo smutna smutna piosenka, będąca krzykiem rozpaczy jej kompozytora Syda Barretta - pierwszego gitarzysty i lidera Pink Floyd. Była to ostatnia kompozycja jaką Barrett skomponował dla tego zespołu. W nagraniu tego utworu wzięła udział orkiestra Armii Zbawienia zaproszona dosłownie prosto z ulicy na sesję nagraniową. Początkowo muzyka jest subtelna i delikatna, ale z biegiem czasu przechodzi w kakofonię, a tekst jest swego rodzaju autorefleksją o alienacji człowieka pogrążającego się w samotności i szaleństwie.

 Poniżej link do utworu "Genesis Hall" zespołu Fairport Convention z albumu "Unhalfbricking” (1969)
https://www.youtube.com/watch?v=K4P1F5fnXj0

Posłuchajmy razem Vol. 105

             VOIVOD – “Nothingface” (1989) 001 Nothingface (4:14) 002 Missing Sequences (5:49) 003 Inner Combustion (3:48) 004 Into My Hyper...