Pokazywanie postów oznaczonych etykietą King Crimson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą King Crimson. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Posłuchajmy razem Vol. 44

 

001 SCORPIONS - Crying Days (4:41)

002 SCORPIONS - Polar Nights (5:08)
- z albumu "Virgin Killer" (1976)

003 THE GRATEFUL DEAD - Sunrise (4:07)
004 THE GRATEFUL DEAD - Estimated Prophet (5:38)
- z albumu "Terrapin Station" (1977)

005 BLACK SABBATH - Changes (4:46)
- z albumu "Black Sabbath Vol. 4" (1972)

006 BLACK SABBATH - Planet Caravan (4:35)
- z albumu "Paranoid" (1970)

007 EMERSON LAKE & PALMER - C'est la Vie (4:20)
- z albumu "Works Volume 1" (1977)

008 EMERSON LAKE & PALMER - Lucky Man (4:38)
- z albumu "Emerson Lake & Palmer" (1970)

009 THE EAGLES - Heartache Tonight (4:26)
- z albumu "The Long Run" (1979)

010 THE EAGLES - Hotel California (6:30)
- z albumu "Hotel California" (1976)

011 SAGA - The Flyer (3:44)
012 SAGA - Catwalk Extended Version (7:45)
- z albumu "Heads Or Tales" (1983)

013 ASIA - Heat Of The Moment (3:49)
014 ASIA - Only Time Will Tell (4:44)
- z albumu "Asia" (1982)

015 KING CRIMSON - Prelude Songs Of The Gulls (4:15)
- z albumu "Islands" (1971)

016 KING CRIMSON - The Night Watch (4:40)
- z albumu "Starless And Bible Black" (1974)

Pełny czas: 78:15

To zbiór moich ulubionych nagrań różnych wykonawców z różnych płyt. Poza jednym, wszyscy oni, pochodzą z lat 70. Dla jednych takich wybór na składankę może być czymś naturalnym, ale dla innych może być nieco szokujący. Ale dla mnie wszystkie te utwory są jednakowo dobre i mają podobny nastrój.

W załączniku utwór "Polar Nights" zespołu Scorpions z albumu "Virgin Kiler" (1975)

czwartek, 10 września 2020

Posłuchajmy razem Vol. 33


001 EMERSON LAKE & PALMER - The Barbarian (4:32)
002 EMERSON LAKE & PALMER - Knife-Edge (5:09)
003 EMERSON LAKE & PALMER - Tank (6:52)
- z albumu „Emerson Lake And Palmer” (1970 r.)

004 GENESIS - Dance On A Volcano (5:55)
005 GENESIS - Squonk (6:30)
006 GENESIS - Los Endos (5:46)
- z albumu „A Trick Of The Tail” (1976 r.)

007 KING CRIMSON - Sailor's Tale (7:30)
008 KING CRIMSON - The Letters (4:29)
009 KING CRIMSON - Exiles (7:41)
- z albumu „Islands” (1971 r.)

010 YES - The Gates The Delirium (21:54)
- z albumu „Relayer” (1974 r.)

Całkowity czas: 76:37

W załączniku utwór „The Letters” grupy King Crimson

środa, 14 listopada 2018

Posłuchajmy razem Vol. 11

YES – The Revealing Sience of God (20:26)
- z albumu “Tales From Topographic Oceans” (1973)

PINK FLOYD - Echoes (23:31)
- z albumu – “Meddle” (1971)

KING CRIMSON - In The Court Of The Crimson King (9:23)
- z albumu “In the Court of the Crimson King” (1969)

FOCUS - Eruption (23:02)
– z albumu “Moving Waves” (1971)

Pełny czas: 76:31

Wielki sukces albumu “Close to the Edge”, a także studia nad filozofią shastrick skłoniły Jona Andersona do stworzenia zarysu nowej płyty grupy. Zgodnie z przyjętym planem miał to być podwójny album wydany ostatecznie w 1973 r. pod nazwą „Tales from Topographic Oceans” („Opowieści z topografii oceanów”). Znalazły się na nim tylko cztery, ale za to bardzo rozbudowane utwory w formie suit. Pierwszą z nich był utwór “The Revealing Science of God (Dance of the Dawn)” (“Odkrywanie nauki boskiej”). Znaczący wkład kompozytorski do tego utworu wnieśli także inni członkowie zespołu Yes.

Nagranie to po raz pierwszy usłyszałem w Polskim Radio na początku lat 80. i odtąd pozostało on ze mną już na zawsze. Wiem, że utwór ten, podobnie, jak cały ten podwójny album jest mocno krytykowany przez ludzi zawodowo zajmujących się pisaniem o muzyce, ale mnie to nie przeszkadza. Nie jestem zawodowym krytykiem, a jedynie słuchaczem i lubię taką muzykę jaka przynosi mi przyjemność, a nie taką jaką wypada lubić.

Nagranie „Echoes” z albumu „Medle” (1971 r.) z należy do najbardziej znanych i cenionych w repertuarze zespołu Pink Floyd. Genezy tego utworu należy szukać w zniechęceniu zespołu Pink Floyd do tworzenia dłuższych nagrań przy obcej pomocy. W szczególności chodziło tutaj o kompozycję „Atom Heart Mother” z płyty pod tym samym tytułem wydanej w 1970 r. Nie dość że do jej odtwarzania na koncertach potrzeba było całej orkiestry symfonicznej, to jeszcze jej współkompozytorem był Ron Geesie. A Pink Floyd chciało obniżyć koszty i nie dzielić się sukcesem z obcymi. W ten sposób zrodziła się myśl o nagraniu podobnej i długiej kompozycji wyłącznie w oparciu o własne siły.

Powiedzieć, że się go lubi, ma takie same znaczenie jak stwierdzenie, że „Mona Lisa” jest ładnym obrazem. Każdy to wie, bo to jedno z nagrań archetypów suity rockowej i to jednej z najbardziej udanych w dziejach gatunku. Nieco dziwne jest to, że pozostałe utwory na płycie nieco od niego odstają jakością. Utwór zaczyna się od jakby pikania sonara, a następnie jego melodyka pięknie się rozwija. Nagranie to jest dowodem wielkiego talentu kompozytorskiemu członków zespołu. W jego odbiorze szczególne znaczenia ma wspaniała gra Ricka Wrighta  na instrumentach klawiszowych oraz śpiew i gra na gitarze Davida Gilmoura. W każdym razie utwór ten jest kanonem rocka sam w sobie i nie wyobrażam sobie żadnego zestawienia najlepszych utwór rockowych bez niego.

Utwór „In The Court Of The Crimson King” (“Na Dworze Karmazynowego Króla”) z albumu z 1969 r. pod tym samym tytułem, to także jedno z kanonicznych nagrań w dziejach rocka. Pomimo że liderem zespołu był gitarzysta Robert Fripp, to znaczący wkład w powstanie tej płyty mieli także inni członkowie tego zespołu. Szczególnie wielki był on w wypadku trzech z nich: Ian McDonald (inst.. dęte i klawiszowe, śpiew) i Greg Lake (śpiew, gitary), Pete Sinfield (teksty). Wspomniana kompozycja była zresztą dziełem wyłącznie McDonalda i Sinfielda. Gdy ją usłyszałem po raz pierwszy, a było to w 1980 r., to byłem nią zachwycony, ale jednocześnie zastanawiałem się kim u licha są ci dwaj ludzie. Jak dowiedziałem się, że ten Sinfield pisał tylko teksty, a liderem zespołu był Fripp, byłem nieco zdziwiony. W każdym razie utwór „The Court of the Crimson King” składa się z dwóch części: „The Return of the Fire Witch” (“Powrót Wróżki Ognia”) i „The Dance of the Puppets” (“Taniec Marionetek”). Nagranie to przesiąknięte jest brzmieniem melotronu, dostojeństwem dawnej muzyki klasycznej, a także pewnym niepokojem płynącym z tekstów i ogólnego przesłania całego albumu. Uważa się go za jedną z najbardziej znaczących płyt w historii rocka.

Najmniej znanym utworem w tym zestawieniu, ale na pewno znanym każdemu fanowi progresywnego rocka, jest utwór „Eruption” („Wybuch”) holenderskiego zespołu Focus. Utwór zajmuje całą drugą stronę oryginalnej płyty winylowej i pochodzi z albumu „Moving Waves” („Ruchome fale”) z 1971 r. wydanego pierwotnie w Holandii pod tytułem „Focus II”. Uważam ten album i to nagranie za jedno z najlepszych w progresywnym rocku lat 70., a obecnie za klasyczną pozycję w muzyce rockowej. Utwór „Eruption” jest rockową wersją mitu o Orfeuszu i Eurydyce i nawiązuje do interpretacji operowych Jałopo Periego z 1600 r. oraz Claudio Monteverdiego z 1609 r. W sumie ten instrumentalny utwór wiele też zyskuje dzięki dobrym rockowym solówkom gitarzysty Jana Akkermana i Thijsa van Leera na instrumentach klawiszowych. Prowadzą oni swoisty dialog miedzy sobą wcielając się w postacie Orfeusza (van Leer) i Eurydyki (Akkerman). Zespół Focus już w epoce udowodnił, że nie tylko grupy brytyjskie mogą tworzyć dobre kompozycje i przekonująco je nagrywać na płytach a potem grać na koncertach.

W załączniku utwór "Eruption" w wersji koncertowej z epoki, czyli z początku lat 70., w tej wersji został skrócony do 10 minut, ale za to jest bardziej rozimprowizowany i jazzowy.
https://www.youtube.com/watch?v=8OB5kMsOSWc

sobota, 27 października 2018

Posłuchajmy razem Vol. 4

       BRUCE SPRINGSTEEN
        – “Darkness on the Edge of Town” (1978)
001 Adam Raised a Cain (4:34)
       ALICE COOPER – “School's Out” (1972)
002 School's Out (3:30)
       GENESIS
       – “...And Then There Were Three...” (1978)
003 Burning Rope (7:09)
       KANSAS – “Point of Know Return” (1977)
004 Closet Chronicles (6:34)
       WISHBONE ASH – “Wishbone Ash” (1970)
005 Errors of my Way (6:57)
       THE ALLMAN BROTHERS BAND
       - “Idlewild South” (1970)
006 In Memory of Elizabeth Reed (6:56)
       BLUE OYSTER CULT – “Imaginos” (1988)
007 Blue Oyster Cult (7:18)
       BLACK SABBATH – “Master of Reality” (1971)
008 Solitude (5:02)
       LED ZEPPELIN – “Presence” (1976)
009 Tea for One (9:26)
       THE DOORS – “L.A. Woman” (1971)
010 Riders of the Storm (7:09)
       KING CRIMSON – “Red” (1974)
011 Starless (12:16)

Pełny czas: 77:14

Podobnie jak poprzednio zebrałem tutaj pojedyncze nagrania z różnych płyt. Wszystkie one kiedyś tam dawno temu bardzo mi się spodobały, więc słucham ich do dzisiaj.  Cechą wspólną wszystkich z nich jest powolne tempo i nastrój refleksji.

Jednym z najbardziej lubianych przeze mnie utworów jest kompozycja "Adam Raised a Cain” Bruce'a Springsteena (choć ogólnie za bardzo za nim nie przepadam), stąd to ona jest w załączniku muzycznym.
https://www.youtube.com/watch?v=upWttjG49Fk

środa, 24 października 2018

Posłuchajmy razem Vol. 2

       KING CRIMSON
        – „In the Court of the Crimson King” (1969)
001 21st Century Schizoid Man (7:21)
       RAINBOW - “Rainbow Rising” (1976)
002 Stargazer (8:26)
       NAZARETH
        – “Close Enough for Rock 'n' Roll” (1976)
003 Telegram (7:46)
       LED ZEPPELIN – “Presence” (1976)
004 Achilles Last Stand (10:25)
       BLACK SABBATH – “Sabotage” (1975)
005 Megalomania (9:46)
       DEEP PURPLE – “In Rock” (1970)
006 Child in Time (10:14)
       PINK FLOYD
       - “A Collection of Great Dance Songs” (1981)
007 One of These Days (5:49)
008 Money (6:45)
009 Sheep (10:21)

Pełny czas: 77:29

Główną myślą przewodnią jaka mi przyświecała na tej składance było to, aby zgromadzić tutaj moje ulubione nagrania o odcieniu hard rockowym, bo przecież nie wszystkie były ciężkim rockiem w sensie dosłownym. To oczywiście zestaw dla Kogoś, którego młodość przypadła na przełom lat 70 i 80. XX w., stąd wykonawcy i utwory pochodzą głównie z dekady lat 70.

Album „In the Court of the Crimson King” z 1969 r. zespołu KING CRIMSON uważany jest – i to słusznie – za jedną z najważniejszych płyt w dziejach muzyki popularnej. Otwiera go kompozycja „21st Century Schizoid Man” („Schizofrenik XXI wieku”) jakby podsumowująca wszystko to, co było charakterystyczne dla świata i muzyki XX w. Zgiełkliwy pomruk na początku tego utworu i wykrzykiwane schizofreniczne teksty katują ucho tka samo jak hitlerowcy więźniów w obozach koncentracyjnych, a system kapitalistyczny pracowników 50 lat później.

Nagrany z monachijską orkiestrą symfoniczną utwór „Stargazer” („Marzyciel”) grupy RAINBOW niesie z sobą taki stopień intensywności przeżycia i duchowości, że dosłownie czuje się barwy tęczy w dłoni widoczne na okładce z albumu z którego pochodzi. To nagranie wciąż robi ogromne wrażenie na każdym słuchaczu, nawet jak nie przepada on za symfonicznym hard-rockiem.

Kompozycja „Telegram” zespołu NAZARETH jest jednym z najsłynniejszych nagrań tego szkockiego kwartetu, a także dowodem jego pewnego rozdwojenia jaźni. Czemu tak uważam, bo po początkowym, bardzo wciągającym hard rockowym początku, w połowie czasu trwania nagle przechodzi w piosenkowy ton, co w przeszłości naprowadziło mnie do błędnego wniosku, że chyba podczas emisji w Polskim Radio musiała się nałożyć jakaś fala i zamiast dalszej części kompozycji NAZARETH na taśmie nagrała mi się jakaś błaha piosenka. Dopiero po latach zrozumiałem, że to nagranie zostało tak po prostu skomponowane.

Równie motoryczny i bardziej spójny jest utwór “Achilles Last Stand” („Ostatnia walka Achillesa”) nawiązujący do mitologii greckiej i pochodzący z albumu „Presence” z 1976 r. – jednej z mniej docenianych płyt zespołu LED ZEPPELIN. Nagranie to od początku do końca nie pozostawia słuchaczowi czasu na oddech i dosłownie czuć w nim zgiełk pola bitewnego i tętent koni, w czym główna zasługa sekcji rytmicznej tego zespołu.

Częściowo wyciszyć się można przy kompozycji „Megalomania” zespołu BLACK SABBATH. Grupa znajdowała się wówczas na rozdrożu i na fali sukcesu albumu „Sabbath Bloody Sabbath” dążyła do urozmaicenia kompozycji, co się jej najczęściej udawało. Jednak wraz ze wzrostem finezji studyjnej zatracała stopniowo swój oryginalny dziki i ciężki styl. Największą wadą tej kompozycji jest nie tyle sam utwór, co sposób jego nagrania i obróbki studyjnej. Moim zdaniem jest mało klarowna przez co utwór ten wiele traci na przejrzystości. Ale nawet pomimo tych wad, kompozycja ta zawsze wciąga mnie swym niepowtarzalnym i niepokojącym nastrojem.

Następny w kolejności jest absolutny klasyk, czyli utwór “Child In Time” z albumu „In Rock” zespołu DEEP PURPLE. Ta kompozycja jest obowiązkową składową każdego zestawienia najbardziej kanonicznych nagrań w historii muzyki rockowej. Decyduje o tym przekonujący wokal Iana Gilgana, a także wzorcowe solówki gitarowe Ritchie Blackmore’a z riffami które wpłynęły na cały gatunek. Duże znaczenie mają też liczne zmiany dynamiki, a także bardzo klarowne brzmienie całości. Utworu tego słuchałem w młodości tak wiele razy, że taśma na której był nagrany uległa rozmagnesowaniu.

Na zakończenie umieściłem trzy kompozycje zespołu PINK FLOYD: „One of These Days”, „Money” i „Sheep” z albumu składankowego “A Collection of Great Dance Songs” wydanego w 1981 r., a więc w przeddzień ostatecznego rozpadu zespołu z Rogerem Watersem jako liderem. Utwór „Money” znalazł się tutaj w inaczej zmiksowanej wersji stworzonej przez Davida Gilmoura w 1981 r. Każde z tych nagrań jest dobre samo w sobie, a dla mnie mają one jeszcze to znaczenie, że kojarzą mi się z określonym etapem mojej młodości. W sumie dość nietypowy ciężki utwór „One of These Days” („Jeden z tych dni”) usłyszałem jako pierwszy z ogromnego dorobku PINK FLOYD, stąd przez pewien czas uważałem, że to zespół hard rockowy. Z kolei kompozycja „Money” („Pieniądze”) znajdowała się na jednej z pierwszych płyt winylowych jakie niegdyś pożyczyłem do przegrania. Z kolei utwór „Sheep” („Owce”) był mi bliski, bo znajdował się na pierwszej zachodniej płycie winylowej jaką w ogóle kupiłem.

W linku ponadczasowe na granie "Telegram" grupy Nazareth.
https://www.youtube.com/watch?v=Rrvjm7cBWCA

Posłuchajmy razem Vol. 105

             VOIVOD – “Nothingface” (1989) 001 Nothingface (4:14) 002 Missing Sequences (5:49) 003 Inner Combustion (3:48) 004 Into My Hyper...