sobota, 3 listopada 2018

Posłuchajmy razem Vol. 10

      THE BEATLES – „1” (2000)
001 From Me To You (1:56)
002 She Loves You (2:21)
003 Can't Buy Me Love (2:12)
004 Eight Days A Week (2:44)
005 Ticket To Ride (3:11)
       - nagrania z albumu "1" (2000 r.)

       THE ROLLING STONES
006 Come On (1:50)
007 Time Is On My Side (2:59)
008 Heart Of Stone (2:43)
009 I Can't Get No Satisfaction (3:47)
       – nagrania z albumu “Singles Collection: The London Years” (1989)

       THE ANIMALS
010 The House Of The Rising Sun (4:31)
011 Don't Let Me Be Misunderstood (2:29)
012 Boom Boom (3:19)
013 Dimples (2:52)
014 Baby Let Me Take You Home (2:22)
       – nagrania z albumu “The Story Of The Animals” (1999)

       THE BEACH BOYS
015 I Get Around (2:13)
016 Surfin' USA (2:28)
017 Barbara Ann (2:13)
018 Good Vibrations (3:38)
       – nagrania z albumu “The Paltinum Collection” (2005)

       THE YARDBIRDS
019 For Your Love (2:29)
020 Shapes Of Things (2:26)
021 Evil Heartet You (2:26)
022 Still I'm Sad (2:59)
       – nagrania z albumu “As, Bs & EPs” (2007)

       THE ARTWOODS
023 Can You Hear Me (2:58)
024 Brother Can You Spare A Dime (2:57)
025 I Keep Forgettin' (2:29)
026 One More Heartache (3:12)
       – nagrania z albumu “Art Gallery” (1966)

       THE ZOMBIES
027 She's Not There (2:26)
028 Summertime (2:17)
      – nagrania z albumu “The Singles As & Bs" (2002)

Pełny czas: 77:21

Nie byłoby krowy, gdyby wcześniej nie było cielątka. I choć cielęciem nikt nie chce być, to jednak każdy nim był. Podobnie jest też z muzyką rockowa. Dzisiejsza muzyka jest wyrafinowana pod względem produkcji i brzmienia, ale nie koniecznie lepsza niż to co powstało pięćdziesiąt lat wcześniej.

Na tę składankę wybrałem nagrania z początków muzyki rockowej. Oczywiście to tylko wybór nagrań, które szczególnie lubię. Znaleźli się tutaj powszechnie znani i lubiani wykonawcy, choć nie dla każdego aż tak bardzo znane będą zespoły The Artwoods czy The Zombies. Innym bardziej podobały się będą inne nagrania The Beatles czy The Rolling Stones. Jednak dla mnie to naturalny wybór wykonawców i utworów.

Choć większych z prezentowanych tutaj wykonawców debiutowała w podobnym czasie, to jednak tylko części z nich udało się odnieść ponadczasowy sukces. Na pewno udało się to dwóm z nich: The Beatles i The Rolling Stones. O każdym z tych zespołów napisano wiele książek, a niektóre z nich przetłumaczono nawet na język polski. Dzięki temu z ich historią można się łatwo się zapoznać. Także w Polsce są to wykonawcy bardzo znani i doceniani, choć myślę, że The Beatles ma nieco więcej miłośników, bo zwłaszcza na początku grał bardziej piosenkową a przez to łatwiejszą w odbiorze muzykę.

Z kolei The Rolling Stones zawsze byli bliżsi bluesa i pierwotnego rock’n’rolla, a więc grali bardziej surowo a przez to ich muzyka mogła być ciężej przyswajalna przez tzw. zwykłego słuchacza. W pewnym sensie jest to zespół który wciąż gra to samo od 50 lat, bo nie zmieniał się tak radykalnie jak The Beatles, którzy zaczynali od piosnek a skończyli na kompozycjach awangardowych czy hard-rockowych.

Zespół The Yardbirds także zaczynał od bluesa i rythm and bluesa, ale nie odniósł tak gigantycznego sukcesu jak np. The Rolling Stones, którzy zaczynali od tego samego. Spowodowane to było głównie tym, że w dalszym biegu swej kariery nie zdołał stworzyć własnych równie porywających kompozycji, jak to zrobili Stonsi na „Aftermath” w 1966 r. Tym niemniej grupie udało się stworzyć kilka ponadczasowych przebojów, z których kilka umieściłem na w tym zbiorze.

Na siedmiu prezentowanych tutaj wykonawców, aż sześć to zespoły brytyjskie, a tylko jeden – The Beach Borys – to zespół amerykański. Z powodu trudności w dotarciu do płyt amerykańskich, a także planowego zwalczania wszystkiego co amerykańskie w PRL, wykonawcy z USA byli zawsze mniej znani w Polsce niż ci pochodzący z Wielkiej Brytanii. Trudno się więc dziwić, że w naszym kraju mniej znana w powszechnej świadomości jest także twórczość grupy The Beach Boys. Ja zawsze jednak miałem słabość do harmonii wokalnych tego zespołu, a zwłaszcza do utworów „Barbara Ann” i „Good Vibrations”

Dla wyjadaczy rockowych nazwa The Artwoods jest tak samo znana i oczywista jak istnienie Drogi Mlecznej na Niebie. Ale dla większości ludzi jest to zespół nieznany pomimo, że występował na żywo w Polsce w 1966 r. i grał w nim John Lord - późniejszy klawiszowiec zespołu Deep Purple. To jedyny wypadek na tej składance, że nagrania do niej pochodzą z płyty regularnej, „albumu „Art Galery” (1966 r.), a nie ze składanki podsumowującej działalność danego wykonawcy, jak jest w innych przypadkach. Utwór „One More Heartache” jest jednym z tych, których mógłbym słuchać zawsze i wszędzie.

Najmniej znanym w Polsce, tak przypuszczam, jest zespół The Zombie, którego liderem był wokalista, kompozytor i klawiszowiec Rod Agent. Ja szczególnie lubię ich kompozycję „She`s Not There” docenioną w przeszłości także na amerykańskiej liście przebojów. Obecnie to jeden ze standardów muzyki popularnej znany w wielu wykonań, m.in. grupy Santana.

A więc dajmy się ponieść nostalgii i tym wszystkim bardziej i mniej znanym najczęściej naiwnym, ale zawsze bardzo szczerym i entuzjastycznie wykonanym utworom i posłuchajmy ich wszystkich razem raz jeszcze.

W linku nagranie „She’s Not There” w oryginalnym wykonaniu zespołu The Zombies z 1965 r.
https://www.youtube.com/watch?v=_2hXBf1DakE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Posłuchajmy razem Vol. 100

         BRYAN FERRY – “Boys And Girls” (1985) 001 Sensation (5:07) 002 Slave To Love (4:26) 003 Don't Stop The Dance (4:19) 004 Valenti...