czwartek, 24 stycznia 2019

Posłuchajmy razem Vol. 14

 001 LED ZEPPELIN - Whole Lotta Love (5:34)
       - nagranie z albumu “Led Zeppelin II” (1969)
002 LED ZEPPELIN - Black Dog (4:57)
       - nagranie z albumu “Led Zeppelin IV” (1971)
003 BLACK SABBATH - War Pigs (7:58)
004 BLACK SABBATH - Fairies Wear Boots (6:14)
       - nagrania z albumu “Paranoid” (1970)
005 DEEP PURPLE - Speed King (5:53)
006 DEEP PURPLE - Hard Lovin' Man (7:11)
       - nagrania z albumu “In Rock” (1970)
007 BUDGIE - Breadfan (6:11)
       - nagranie z albumu “Never Turn Your Back on a Friend” (1973)
008 BUDGIE - In For The Kill (6:32)
       - nagranie z albumu “In for the Kill” (1974)
009 OZZY OSBOURNE - Over The Mountain (4:32)
010 OZZY OSBOURNE - Diary Of A Madman (6:16)
       - nagrania z albumu “Diary of a Madman” (1981)
011 MOTORHEAD - Ace Of Spades (2:50)
012 MOTORHEAD - We Are The Road Crew (3:13)
       - nagrania z albumu “Ace of Spades” (1980)
013 RUSH - Tom Sawyer (4:34)
014 RUSH - YYZ (4:26)
       - nagrania z albumu “Moving Pictures” (1981)

Pełny czas: 76:47

Ten zestaw poświęciłem na utwory będące klasyką hard rocka i heavy metalu. To wybrane nagrania z z okresu od końca lat 60. do początku 80. z różnych płyt kilku czołowych w większości brytyjskich wykonawców tego nurtu. W zestawie tym pominąłem nagrania umieszczone już na innych składankach, a także takie które nie odpowiadały koncepcji ciężkiego brzmienia tej płyty. Wybrałem oczywiście nagrania, które najbardziej cenię w tym stylu, a nie takie które należałoby tutaj umieścić z powodu tego że są znane i lubiane.

Do teledysku wybrałem koncertową wersję z epoki utworu „Fairies Wear Boots” („Wróżki noszą botki”) z 1970 r. Ten utwór zawsze najbardziej mnie fascynował na albumie „Paranoid” z którego pochodzi. Szczególnie podoba mi się jego niesłychanie naturalna motoryka spotęgowana pełną pasji grą całego zespołu.
Utwór do posłuchania pod adresem:
https://www.youtube.com/watch?v=2TTJs5oLVak

wtorek, 1 stycznia 2019

Posłuchajmy razem Vol. 13

001 PROCOL HARUM - Conquistador (2:40)
       - nagranie z albumu “Procol Harum” (1967)
002 CAT STEVENS - Lady D'Abanville (3:46)
        - nagranie z albumu “Mona Bone Jakon” (1970)
003 CROSBY STILLS NASH & YOUNG - Country Girl (5:14)
        - nagranie z albumu “Déja Vu” (1970)
004 GENESIS - Time Table (4:47)
        - nagranie z albumu “Foxtrot” (1972)
005 JETHRO TULL - Bouree (3:47)
         - nagranie z albumu “Stand Up” (1969)
006 LEONARD COHEN - Suzanne (3:48)
        - nagranie z albumu “Songs Of Leonard Cohen” (1967)
007 LOU REED - Lady Day (3:40)
        - nagranie z albumu “Berlin” (1973)
008 IRON BUTTERFLY - Are You Happy (4:32)
        - nagranie z albumu “In-A-Gadda-Da-Vida” (1968)
009 THE KINKS - Victoria (3:42)
        - nagranie z albumu “Arthur Or The Decline And Fall Of The British
           Empire” (1969)
010 THE BEATLES - While My Guitar Gently Weeps (4:45)
        - nagranie z albumu “The Beatles (White album)” (1968)
011 QUEEN - Bohemian Rhapsody (5:54)
        - nagranie z albumu “A Night At The Opera” (1975)
012 THE MOODY BLUES  - Candle Of Life (4:15)
        - nagranie z albumu “To Our Childrens Childrens Children” (1969)
013 STEELY DAN - Do It Again (5:57)
        - nagranie z albumu “Can't Buy A Thrill” (1972)
014 YES - I See You (6:63)
        - nagranie z albumu “Yes” (1969)
015 ALAN PARSON'S PROJECKT - Ammonia Avenue (6:33)
        - nagranie z albumu “Ammonia Avenue” (1984)
016 BLUE OYSTER CULT - Astronomy (6:28)
        - nagranie z albumu “Secret Treaties” (1974)

Pełny czas: 77:13

Kolejna ze składanek poświęcona prezentacji wybranych najlepszych – moim zdaniem – nagrań różnych wykonawców z różnych płyt. Podobnie jak poprzednio dominują tutaj nagrania z lat 70. i końca 60, ale nie zabrakło też jednego utworu z lat 80.

Oczywiście ktoś mógłby wybrać inne kompozycje, ale mój wybór jest swego rodzaju klasyczny i obejmuje najczęściej powszechnie uznane nagrania, choć nie koniecznie obecnie już tak masowo znane, np. na pewno mniej znany jest już obecnie amerykański zespół Iron Butterfly.

Opisywanie każdego z tych wykonawców i nagrań zajęło by mi zbyt wiele czasu, więc tak jak poprzednio ograniczę się tylko do opisu wykonawcy jakiego wybrałem do prezentacji w linku z teledyskiem muzycznym. Ten zaszczyt przypadł tym razem zespołowi Steely Dan. Pomimo wielkiej popularności w Stanach Zjednoczonych, zespół ten jest wciąż stosunkowo mało znany w Polsce – oczywiście mówimy o masowym odbiorcy.

Steely Dan, to zespół amerykański grający wyrafinowany pop rock z elementami jazzu. Największe sukcesy odniósł w latach 70., kiedy nagrał większość swych klasycznych płyt. Choć zespół ten powstał jako tandem kilku muzyków, praktycznie rzecz biorąc przez większość czasu był duetem tworzonym przez dwie osoby: Donalda Fagena (śpiew, instrumenty klawiszowe) i Waltera Beckera (śpiew, gitara basowa, gitara), którzy też byli autorami całości jego repertuaru. W początkowym okresie znaczącą rolę w kształtowaniu brzmienia zespołu miał też gitarzysta Jeff „Skunk” Baxter.

Steely Dan była jedną z tych grup, która koncentrowała się na pracy studyjnej, stąd w czasach swej świetności bardzo mało koncertowała. Liderzy byli też bardzo wymagający co do współpracowników i nie pozwalali im na rozwijanie podczas sesji nagraniowych własnych pomysłów, tylko oczekiwali odegrania w studio skomponowanych przez siebie utworów wraz niuansami aranżacji. Z tego powodu uchodzili za trudnych partnerów w biznesie muzycznym.

Osobiście nie jestem jakimś szczególnym fanem Steely Dan, ale doceniam ten zespół i niektóre jego płyty jako całość. Zawsze jednak lubię opisane poniżej nagranie.

Proponowany tutaj do posłuchania w teledysku utwór pierwotnie otwierał debiutancki album grupy „Can't Buy a Thrill” (1972). Wcześniej wybrano go też na singiel promujący album. Singlowa wersja tego utworu doszła do miejsca 6 na liście Billboard Hot 100, czyli na amerykańskiej liście przebojów (sprzedaży). Utwór opowiada o człowieku uzależnionym od seksu, hazardu i klubów nocnych, który choć przypuszcza że jest uzależniony, to wciąż robi wciąż te same złe rzeczy.

Nagranie w prezentowanej formie pochodzi z koncertu zespołu z 1972 r. - link poniżej:
https://www.youtube.com/watch?v=7JkS8WB94ME

środa, 5 grudnia 2018

Posłuchajmy razem Vol. 12

001 YES – Time And A Word (4:31)
       - nagranie z albumu “Time And The word” (1970)
002 QUEEN - "39 (3:30)
       - nagranie z albumu “A Night At The Opera” (1975)
003 STEELY DAN - Show Biz Kids (5:26)
       - nagranie z albumu “Countdown To Ecstasy” (1973)
004 TALKING HEADS - Psycho Killer (4:21)
       - nagranie z albumu “77” (1977)
005 THE CREAM - Dance The Night Away (3:37)
       - nagranie z albumu “Disraeli Gers” (1967)
006 JETHRO TULL - Singing All Day (3:07)
       - nagranie z albumu “Living In the Past” (1971)
007 ERIC CLAPTON - Layla (7:06)
      - nagranie z albumu “Layla And Other Assorted Love Songs” (1970)
008 FREE - Wishing Well (3:43)
      - nagranie z albumu “Heartbreaker” (1972)
009 THE DOORS - Light My Fire (7:09)
       -nagranie z albumu “The Doors” (1967)
010 KING CRIMSON - I Talk To The Wind (6:07)
       - nagranie z albumu “In The Court Of The Crimson King” (1969)
011 KISS - I Was Made For Lovin' You (4:33)
       - nagranie z albumu “”Dynasty” (1979)
012 LED ZEPPELIN - Dancing Days (3:43)
       - nagranie z albumu “Houses Of The Holy” (1973)
013 STEAMHAMMER - Junior's Walinig (3:17)
      - nagranie z albumu “Steamhammer” (1969)
014 FLEETWOOD MAC - The Green Manalishi (4:36)
       - z albumu “Fleetwood Mac Greastest Hits” (1971)
015 BLACK SABBATH - Children Of The Grave (5:18)
       - nagranie z albumu “Master Of Reality” (1971)
016 ROKY ERICKSON & THE ALIENS - I Walked With Zombie (2:50)
       - nagranie z albumu “Roky Erickson And The Aliens” (1980)
017 PINK FLOYD – Not Now John (4:56)
       - nagranie z albumu “The Final Cut” (1983)

Pełny czas: 77:53

Podobnie jak w wypadku jednej z poprzednich składanek, także na tym zestawie zebrałem wyłącznie pojedyncze nagrania wybrane z różnych płyt. Każde z nich bardzo lubię i w przeszłości, czy obecnie często ich słucham w różnych konfiguracjach. Zostały one nagrane przez różnych wykonawców i reprezentują różne style, a ich cechą charakterystyczną jest to że obecnie wszystkie z nich należą do klasyki rocka (ang. classic rock). Ale trzeba przyznać, że nie wszystkie z tych nagrań są jednakowo znane dla masowego odbiorcy.

Najstarsze ze zgromadzonych tutaj nagrań, utwory zespołów The Doors i Cream, pochodzą z 1967 r., a najmłodsze pochodzi z 1983 r. – nagranie grupy Pink Floyd. Większość nagrań pochodzi jednak z przełomu lat 60. i 70., a więc szczególnie płodnego okresu w dziejach rocka. Generalnie to utwory pochodzące z regularnych płyt, ale w wypadku kompozycji The Green Manalishi” grupy Fleetwood Mac mamy do czynienia z nagraniem pochodzącym ze składanki wydanej w 1971 r. Pierwotnie kompozycja ta ukazała się na 7 calowym singlu wydanym w 1971 r. przez wytwórnię Reprise,. Po jego pierwszej stronie był utwór „The Green Manalishi (With The Two Prong Crown)”, a po drugiej utwór “World In Harmony”.

Z reguły napisanie w miarę dobrego opisu do cyklu „Posłuchajmy razem”, takiego jak poprzednim razem, zajmuje mi tyle czasu co trwa sama płyta, a w tym wypadku trwałoby to dłużej, bo jest wiele utworów, więc poprzestanę na tym co napisałem.

Wszystkie zgromadzone tutaj utwory są na swój sposób wspaniałe, ale jeden z nich zawsze szczególnie na mnie działa. To wspomniany „The Green Manalishi” tłumaczony niekiedy na polski jako „Zielony Diablik”. To kompozycja gitarzysty Petera Greena, lidera bluesowego Fleetwood Mac. W przeciwieństwie do często pełnych liryzmu wcześniejszych kompozycji Greena utwór ten ma w sobie jakąś wewnętrzną złość, a także agresję wobec czegoś określanego jako „The Green Manalishi”. Według niektórych interpretacji, także tej mojej, ów „Zielony Diablik”, to uosobienie pieniędzy, chciwości, żądzy władzy, a zarazem zła na tym świecie.

Poniżej link do tego nietuzinkowego utworu w wersji koncertowej (choć lekko podrasowanej sekwencjami z życia grupy Fleetwood Mac w epoce) z 1970 r.
https://www.youtube.com/watch?v=ZjOD8i-8uWY

Widzimy tutaj zespół w pierwszym najlepszym składzie, a więc obok Petera Greena (gitara, spiew) i dwóch długoletnich członków grupy: Johna McVie (gitara basowa) i Micka Fleetwooda (perkusja), także Danny Kirwana (gitara, śpiew) i Jeremy Spencera (gitara).

Liczbą nieszczęść jaka spotkała ten zespół można by obdzielić kilka innych grup, ale pomimo to przetrwał on do naszych czasów, ale kosztem zmiany stylu.

środa, 14 listopada 2018

Posłuchajmy razem Vol. 11

YES – The Revealing Sience of God (20:26)
- z albumu “Tales From Topographic Oceans” (1973)

PINK FLOYD - Echoes (23:31)
- z albumu – “Meddle” (1971)

KING CRIMSON - In The Court Of The Crimson King (9:23)
- z albumu “In the Court of the Crimson King” (1969)

FOCUS - Eruption (23:02)
– z albumu “Moving Waves” (1971)

Pełny czas: 76:31

Wielki sukces albumu “Close to the Edge”, a także studia nad filozofią shastrick skłoniły Jona Andersona do stworzenia zarysu nowej płyty grupy. Zgodnie z przyjętym planem miał to być podwójny album wydany ostatecznie w 1973 r. pod nazwą „Tales from Topographic Oceans” („Opowieści z topografii oceanów”). Znalazły się na nim tylko cztery, ale za to bardzo rozbudowane utwory w formie suit. Pierwszą z nich był utwór “The Revealing Science of God (Dance of the Dawn)” (“Odkrywanie nauki boskiej”). Znaczący wkład kompozytorski do tego utworu wnieśli także inni członkowie zespołu Yes.

Nagranie to po raz pierwszy usłyszałem w Polskim Radio na początku lat 80. i odtąd pozostało on ze mną już na zawsze. Wiem, że utwór ten, podobnie, jak cały ten podwójny album jest mocno krytykowany przez ludzi zawodowo zajmujących się pisaniem o muzyce, ale mnie to nie przeszkadza. Nie jestem zawodowym krytykiem, a jedynie słuchaczem i lubię taką muzykę jaka przynosi mi przyjemność, a nie taką jaką wypada lubić.

Nagranie „Echoes” z albumu „Medle” (1971 r.) z należy do najbardziej znanych i cenionych w repertuarze zespołu Pink Floyd. Genezy tego utworu należy szukać w zniechęceniu zespołu Pink Floyd do tworzenia dłuższych nagrań przy obcej pomocy. W szczególności chodziło tutaj o kompozycję „Atom Heart Mother” z płyty pod tym samym tytułem wydanej w 1970 r. Nie dość że do jej odtwarzania na koncertach potrzeba było całej orkiestry symfonicznej, to jeszcze jej współkompozytorem był Ron Geesie. A Pink Floyd chciało obniżyć koszty i nie dzielić się sukcesem z obcymi. W ten sposób zrodziła się myśl o nagraniu podobnej i długiej kompozycji wyłącznie w oparciu o własne siły.

Powiedzieć, że się go lubi, ma takie same znaczenie jak stwierdzenie, że „Mona Lisa” jest ładnym obrazem. Każdy to wie, bo to jedno z nagrań archetypów suity rockowej i to jednej z najbardziej udanych w dziejach gatunku. Nieco dziwne jest to, że pozostałe utwory na płycie nieco od niego odstają jakością. Utwór zaczyna się od jakby pikania sonara, a następnie jego melodyka pięknie się rozwija. Nagranie to jest dowodem wielkiego talentu kompozytorskiemu członków zespołu. W jego odbiorze szczególne znaczenia ma wspaniała gra Ricka Wrighta  na instrumentach klawiszowych oraz śpiew i gra na gitarze Davida Gilmoura. W każdym razie utwór ten jest kanonem rocka sam w sobie i nie wyobrażam sobie żadnego zestawienia najlepszych utwór rockowych bez niego.

Utwór „In The Court Of The Crimson King” (“Na Dworze Karmazynowego Króla”) z albumu z 1969 r. pod tym samym tytułem, to także jedno z kanonicznych nagrań w dziejach rocka. Pomimo że liderem zespołu był gitarzysta Robert Fripp, to znaczący wkład w powstanie tej płyty mieli także inni członkowie tego zespołu. Szczególnie wielki był on w wypadku trzech z nich: Ian McDonald (inst.. dęte i klawiszowe, śpiew) i Greg Lake (śpiew, gitary), Pete Sinfield (teksty). Wspomniana kompozycja była zresztą dziełem wyłącznie McDonalda i Sinfielda. Gdy ją usłyszałem po raz pierwszy, a było to w 1980 r., to byłem nią zachwycony, ale jednocześnie zastanawiałem się kim u licha są ci dwaj ludzie. Jak dowiedziałem się, że ten Sinfield pisał tylko teksty, a liderem zespołu był Fripp, byłem nieco zdziwiony. W każdym razie utwór „The Court of the Crimson King” składa się z dwóch części: „The Return of the Fire Witch” (“Powrót Wróżki Ognia”) i „The Dance of the Puppets” (“Taniec Marionetek”). Nagranie to przesiąknięte jest brzmieniem melotronu, dostojeństwem dawnej muzyki klasycznej, a także pewnym niepokojem płynącym z tekstów i ogólnego przesłania całego albumu. Uważa się go za jedną z najbardziej znaczących płyt w historii rocka.

Najmniej znanym utworem w tym zestawieniu, ale na pewno znanym każdemu fanowi progresywnego rocka, jest utwór „Eruption” („Wybuch”) holenderskiego zespołu Focus. Utwór zajmuje całą drugą stronę oryginalnej płyty winylowej i pochodzi z albumu „Moving Waves” („Ruchome fale”) z 1971 r. wydanego pierwotnie w Holandii pod tytułem „Focus II”. Uważam ten album i to nagranie za jedno z najlepszych w progresywnym rocku lat 70., a obecnie za klasyczną pozycję w muzyce rockowej. Utwór „Eruption” jest rockową wersją mitu o Orfeuszu i Eurydyce i nawiązuje do interpretacji operowych Jałopo Periego z 1600 r. oraz Claudio Monteverdiego z 1609 r. W sumie ten instrumentalny utwór wiele też zyskuje dzięki dobrym rockowym solówkom gitarzysty Jana Akkermana i Thijsa van Leera na instrumentach klawiszowych. Prowadzą oni swoisty dialog miedzy sobą wcielając się w postacie Orfeusza (van Leer) i Eurydyki (Akkerman). Zespół Focus już w epoce udowodnił, że nie tylko grupy brytyjskie mogą tworzyć dobre kompozycje i przekonująco je nagrywać na płytach a potem grać na koncertach.

W załączniku utwór "Eruption" w wersji koncertowej z epoki, czyli z początku lat 70., w tej wersji został skrócony do 10 minut, ale za to jest bardziej rozimprowizowany i jazzowy.
https://www.youtube.com/watch?v=8OB5kMsOSWc

sobota, 3 listopada 2018

Posłuchajmy razem Vol. 10

      THE BEATLES – „1” (2000)
001 From Me To You (1:56)
002 She Loves You (2:21)
003 Can't Buy Me Love (2:12)
004 Eight Days A Week (2:44)
005 Ticket To Ride (3:11)
       - nagrania z albumu "1" (2000 r.)

       THE ROLLING STONES
006 Come On (1:50)
007 Time Is On My Side (2:59)
008 Heart Of Stone (2:43)
009 I Can't Get No Satisfaction (3:47)
       – nagrania z albumu “Singles Collection: The London Years” (1989)

       THE ANIMALS
010 The House Of The Rising Sun (4:31)
011 Don't Let Me Be Misunderstood (2:29)
012 Boom Boom (3:19)
013 Dimples (2:52)
014 Baby Let Me Take You Home (2:22)
       – nagrania z albumu “The Story Of The Animals” (1999)

       THE BEACH BOYS
015 I Get Around (2:13)
016 Surfin' USA (2:28)
017 Barbara Ann (2:13)
018 Good Vibrations (3:38)
       – nagrania z albumu “The Paltinum Collection” (2005)

       THE YARDBIRDS
019 For Your Love (2:29)
020 Shapes Of Things (2:26)
021 Evil Heartet You (2:26)
022 Still I'm Sad (2:59)
       – nagrania z albumu “As, Bs & EPs” (2007)

       THE ARTWOODS
023 Can You Hear Me (2:58)
024 Brother Can You Spare A Dime (2:57)
025 I Keep Forgettin' (2:29)
026 One More Heartache (3:12)
       – nagrania z albumu “Art Gallery” (1966)

       THE ZOMBIES
027 She's Not There (2:26)
028 Summertime (2:17)
      – nagrania z albumu “The Singles As & Bs" (2002)

Pełny czas: 77:21

Nie byłoby krowy, gdyby wcześniej nie było cielątka. I choć cielęciem nikt nie chce być, to jednak każdy nim był. Podobnie jest też z muzyką rockowa. Dzisiejsza muzyka jest wyrafinowana pod względem produkcji i brzmienia, ale nie koniecznie lepsza niż to co powstało pięćdziesiąt lat wcześniej.

Na tę składankę wybrałem nagrania z początków muzyki rockowej. Oczywiście to tylko wybór nagrań, które szczególnie lubię. Znaleźli się tutaj powszechnie znani i lubiani wykonawcy, choć nie dla każdego aż tak bardzo znane będą zespoły The Artwoods czy The Zombies. Innym bardziej podobały się będą inne nagrania The Beatles czy The Rolling Stones. Jednak dla mnie to naturalny wybór wykonawców i utworów.

Choć większych z prezentowanych tutaj wykonawców debiutowała w podobnym czasie, to jednak tylko części z nich udało się odnieść ponadczasowy sukces. Na pewno udało się to dwóm z nich: The Beatles i The Rolling Stones. O każdym z tych zespołów napisano wiele książek, a niektóre z nich przetłumaczono nawet na język polski. Dzięki temu z ich historią można się łatwo się zapoznać. Także w Polsce są to wykonawcy bardzo znani i doceniani, choć myślę, że The Beatles ma nieco więcej miłośników, bo zwłaszcza na początku grał bardziej piosenkową a przez to łatwiejszą w odbiorze muzykę.

Z kolei The Rolling Stones zawsze byli bliżsi bluesa i pierwotnego rock’n’rolla, a więc grali bardziej surowo a przez to ich muzyka mogła być ciężej przyswajalna przez tzw. zwykłego słuchacza. W pewnym sensie jest to zespół który wciąż gra to samo od 50 lat, bo nie zmieniał się tak radykalnie jak The Beatles, którzy zaczynali od piosnek a skończyli na kompozycjach awangardowych czy hard-rockowych.

Zespół The Yardbirds także zaczynał od bluesa i rythm and bluesa, ale nie odniósł tak gigantycznego sukcesu jak np. The Rolling Stones, którzy zaczynali od tego samego. Spowodowane to było głównie tym, że w dalszym biegu swej kariery nie zdołał stworzyć własnych równie porywających kompozycji, jak to zrobili Stonsi na „Aftermath” w 1966 r. Tym niemniej grupie udało się stworzyć kilka ponadczasowych przebojów, z których kilka umieściłem na w tym zbiorze.

Na siedmiu prezentowanych tutaj wykonawców, aż sześć to zespoły brytyjskie, a tylko jeden – The Beach Borys – to zespół amerykański. Z powodu trudności w dotarciu do płyt amerykańskich, a także planowego zwalczania wszystkiego co amerykańskie w PRL, wykonawcy z USA byli zawsze mniej znani w Polsce niż ci pochodzący z Wielkiej Brytanii. Trudno się więc dziwić, że w naszym kraju mniej znana w powszechnej świadomości jest także twórczość grupy The Beach Boys. Ja zawsze jednak miałem słabość do harmonii wokalnych tego zespołu, a zwłaszcza do utworów „Barbara Ann” i „Good Vibrations”

Dla wyjadaczy rockowych nazwa The Artwoods jest tak samo znana i oczywista jak istnienie Drogi Mlecznej na Niebie. Ale dla większości ludzi jest to zespół nieznany pomimo, że występował na żywo w Polsce w 1966 r. i grał w nim John Lord - późniejszy klawiszowiec zespołu Deep Purple. To jedyny wypadek na tej składance, że nagrania do niej pochodzą z płyty regularnej, „albumu „Art Galery” (1966 r.), a nie ze składanki podsumowującej działalność danego wykonawcy, jak jest w innych przypadkach. Utwór „One More Heartache” jest jednym z tych, których mógłbym słuchać zawsze i wszędzie.

Najmniej znanym w Polsce, tak przypuszczam, jest zespół The Zombie, którego liderem był wokalista, kompozytor i klawiszowiec Rod Agent. Ja szczególnie lubię ich kompozycję „She`s Not There” docenioną w przeszłości także na amerykańskiej liście przebojów. Obecnie to jeden ze standardów muzyki popularnej znany w wielu wykonań, m.in. grupy Santana.

A więc dajmy się ponieść nostalgii i tym wszystkim bardziej i mniej znanym najczęściej naiwnym, ale zawsze bardzo szczerym i entuzjastycznie wykonanym utworom i posłuchajmy ich wszystkich razem raz jeszcze.

W linku nagranie „She’s Not There” w oryginalnym wykonaniu zespołu The Zombies z 1965 r.
https://www.youtube.com/watch?v=_2hXBf1DakE

piątek, 2 listopada 2018

Posłuchajmy razem Vol. 9

001 RARE BIRD - Sympathy (2:46)
       - nagranie z albumu „Rare Bird” (1969 r.)
002 THE RESIDENTS - Never Known Question (7:04)
       - nagranie z albumu “Not Available” (1978)
003 BABE RUTH - The Runaways (7:29)
       - nagranie z albumu ”First Base” (1972 r.)
004 BLUE OYSTER CULT - Veteran of the Pschychic Wars (8:11)
       - nagranie z albumu “Fire of Unknown Origin” (1981 r.)
005 TRAFFIC - Sometimes I'm Feel So Uninspired (7:20)
       - nagranie z albumu “Shoot Out at the Fantasy Factory” (1973 r.)
006 KING CRIMSON - Fallen Angel (6:03)
       - nagranie z albumu “Red” (1974 r.)
007 BARCLAY JAMES HARVEST - Poor Mann's Moody Blues (6:58)
       - nagranie z albumu “Gone To Earth” (1977 r.)
008 BLIND FAITH - Presence of the Lord (4:50)
       - nagranie z albumu “Blind Faith” (1969 r.)
009 GENESIS - Dancing with the Moonlight Night (8:04)
       - nagranie z albumu “Selling England by the Pound” (1973)
010 THE STRANGLERS - Walk on By (6:21)
       - nagranie z singla towarzyszącego albumowi “Black and White” (1978 r.)
012 BLACK SABBATH - The Warning (10:33)
       - nagranie z albumu “Black Sabbath” (1970 r.)

Pełny czas: 76:01

Na tę płytę wybrałem w większości nagrania wykonawców już obecnie stosunkowo mało znanych lub zapomnianych. Dla doświadczonych miłośników klasycznego rocka to z pewnością nic nowego – może poza The Residents – ale dla przeważającej części tzw. zwykłych ludzi będzie to nie lada gratka.

Na początek piękna ballada „Sympathy” brytyjskiego klasyka progresywnego rocka, zespołu Rare Bird. Zespół ten istniał w latach 1969-1975. Nagranie to znalazło się też na nie całkiem przemyślanej składance wydanej niegdyś przez Polskie Nagrania –Muza w 1976 r. To typowy utwór tej grupy w wolnym tempie z pozytywnym przesłaniem – o miłości której wciąż zbyt mało na świecie.

Amerykański zespół The Residents jest archetypem awangardowego i antykomercyjnego rocka. Jego członkowie nigdy nie ujawnili swych prawdziwych twarzy ani danych personalnych w proteście przeciwko komercjalizacji kultury. Prezentowane tutaj nagranie jest może bardziej smutne w nastroju niż awangardowe w formie (choć nie jest typową kompozycją złożoną ze zwrotki i refrenu). Na pewno jednak same okoliczności wydania płyty na której się znalazł były niecodzienne. Album z którego pochodzi nagranie „Never Known Question” ("Nigdy nie zadane pytania") nagrano zaraz po debiucie, czyli „Meet the Residents” z 1974 r. Płytę wydano jednak dopiero w 1978 r., stąd nazwano go „Not Available” czyli „Nie wydane”. Wynikało to z lansowanej przez grupę „Teorii zapomnienia” („zaciemnienia”?) stworzonej przez współpracującego z muzykami bawarskiego kompozytora N. Senadę (nie wiadomo pewnie czy ktoś taki faktycznie istniał). Zakładała ona, że płyta zostanie wydana dopiero w chwili, gdy wszyscy, w tym sami muzycy o niej zapomną. Stało się to wcześniej z powodu konieczności dochowania umowy z wytwórnia płytą z która współpracował zespół.

Babe Ruth był jednym z wielu brytyjskich zespołów działających na początku lat 70. i grających blues rocka i progresywnego rocka. W tym czasie była to już jednak muzyka nieco archaiczna, a konkurencja na rynku tak duża, że jego kariera załamała się po nagraniu kilku płyt (w 2005 r. zespól się odrodził, ale to już nie to samo). Ujmujący ze serce utwór „The Runaways” pochodzi z debiutanckiego albumu tej zapomnianej grupy.

Z kolei amerykański zespół Blue Öyster Cult był w czasach swej świetności, a więc głównie w latach 70., bardzo znany zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, ale stosunkowo mało popularny w Polsce. Jego nagrania w naszym kraju promowali niektórzy dziennikarze muzyczni, np. Piotr Kaczkowski czy Karol Majewski, ale generalnie, z powodu trudności w dotarciu do jego płyt, nigdy nie zyskał on u nas dużej popularności. Tutaj jedno z jego późniejszych nagrań, za to moje ulubione, „Veteran of the Psychic Wars”. Nagranie to uosabia styl zespołu łączący elementy psychodeliczne, progresywne heavy metalowe i jazzowe, a to wszystko podlane nastrojem mistycyzmu i okultyzmu.

Brytyjski zespół Traffic to jeden z klasyków brytyjskiego psychodelicznego rocka. Klasyczny okres jego istnienia obejmuje lata 1967-1974. W swej stwórczości łączył on folk rocka z brzmieniem psychodelik, a także jazz rocka z dużą dawka improwizacji. Jego liderem był Steve Winnwood – kompozytor, autor tekstów, wokalista i multiinstrumentalista (gitara, gitara basowa, instrumenty klawiszowe). Jego głównym wsparciem był perkusista i wokalista Jim Capaldi. Prezentowane tutaj nagranie pochodzi z jednej z późniejszych płyt tej grupy i przywołuje rozterki twórcze jej lidera: „Czasami czuję, że brak mi inspiracji”. To zdanie świadczy o artystycznej wielkości lidera (przyznanie się do słabości) i mogło by być motywem przemyśleń także wielu innych ludzi.

Utwór „Allen Angel” to rzewna kombinacja „In The Getto” Presleya i „West Side Story” wzmocniona emocjonalnie partiami oboju Robina Millera i kornetu Marka Chariga. Ten znany utwór King Crimson rozpoczyna się od instrumentalnej improwizacji z jakiej się pierwotnie narodził. Lider grupy, Robert Fripp, gra tutaj po raz ostatni na gitarze akustycznej (jego typowymi instrumentami były: gitara elektryczna i mellotron). Nagranie to znalazło się na ostatniej przed dłuższą przerwą płycie grupy. Kończyła ona, pierwszy najbardziej klasyczny i progresywny okres w dziejach zespołu. Sam utwór został nagrany w tonacji 4/4 z chórem na 3/4 i opowiada o smutnym losie chłopca, który przyłączył się do gangu Hells Angels.

Barclay James Harvest jest obecnie postrzegany jako jeden z klasyków brytyjskiego progresywnego rocka. Jednak w latach 70. w rodzinnym kraju nie traktowano go zbyt poważnie i oskarżano o naśladownictwo grupy The Moody Blues. Z tego powodu przyklejono mu złośliwą łatkę, że jest grupą „The Moody Blues dla ubogich”. Stąd tytuł tego nagrania, „Poor Mann's Moody Blues”, bo zespół miał na tyle poczucia humoru, że sam strawestował te przezwisko na swoja korzyść. Grupa była bardzo popularna w kontynentalnej Europie, a zwłaszcza w Niemczech. W Polsce jego propagatorem był m.in. Tomasz Beksiński.

Blind Faith, to najsłynniejsza z wszystkich brytyjskich super grup. Powstała w 1968 r., nagrała jeden album wydany w sierpniu 1969 r. i wkrótce później uległa rozwiązaniu. Tworzyło ją czterech muzyków tworzących wcześniej grupy The Cream (Ginger Baker – perkusja, Eric Clapton - gitara, śpiew), Traffic (Steve Winwood - instrumenty klawiszowe, gitara, gitara basowa, śpiew) i Family (Ric Grech - gitara basowa, skrzypce, śpiew). Zespół grał wyrafinowanego blues rocka, z wpływami psychodelicznymi, stąd w brzmieniu bardziej przypominał Traffic niż Cream. Utwór „Obecność Pana” skomponowany przez Claptona jest jego żarliwym wyznaniem wiary, a także jednym z najlepszych w jego kompozytorskim dorobku.

Kompozycja “Tańcząc z Księżycowym Rycerzem” pochodzi z najbardziej klasycznego albumu grupy Genesis “Selling England by the Pound”. Jego szerszy opis zaprezentuję przy okazji prezentacji większej ilości nagrań z tej płyty.

W tym miejscu małe wyjaśnienie. Gdy wiele lat temu przygotowywałem zestawienia moich ulubionych nagrań, starałem się je robić tak, aby dane nagranie występowało na stworzonej przez mnie kolekcji składanek tylko raz. Wtedy powstała także ta składanka. Jednak w miarę upływ lat doszedłem do wniosku, że niektóre płyty podobają mi się w całości lub prawie w całości i zacząłem robić składanki także stworzone z większej ilości nagrań pochodzących z tej samej płyty. W ten sposób w przyszłości stworzyłem kompilację z dużym wyborem nagrań z albumu „Selling England by the Pound” z 1973 r. Zaowocowało to powtórzeniem m.in. opisanego tutaj nagrania na tej składance – pojawi się gdzieś tam w przyszłości (bo to co tutaj pojedynczo prezentuję istnieje od dawna w całej serii płyt kompilacyjnych).

Brytyjski zespół The Stranglers, którego nazwa pochodzi od Dusiciela z Bostonu, jest jednym z moich ulubionych w muzyce rockowej. Po pierwsze, nigdy nie szedł na łatwiznę, grał punk, ale używał wyklętych przez punkowców instrumentów klawiszowych, przez co brzmiał jak uwspółcześniona wersja The Doors. Powstał z pasji czterech ludzi, w tym poważnego biznesmena (Jet Black – perkusja), który rzucił wszystko dla kariery w tej grupie. Zespół zawsze był bezkompromisowy w muzyce i tekstach i umiał wkurzyć nie tylko domorosłych stróżów moralności, ale także zakłamanych polityków i sprzedajnych dziennikarzy. Zespół był sobą nawet wówczas jak przerabiał obce tematy, czego dowodem jest nagranie „Walk On By” skomponowane niegdyś (1964 r.) przez Burta Bacharacha ze słowami Hala Davida. Ich wersja brzmi tak, jakby skomponowano ją jako punk rock, a przecież był to dość niemrawy standard muzyki soul i pop śpiewany pierwotnie przez Dionne Warwick.

Na koniec coś dosłownie mocnego, czyli utwór „Ostrzeżenie” zespołu Black Sabbath. To kompozycja innego znanego wówczas zespołu brytyjskiego The Aynsley Dunbar Retaliation, ale w interpretacji gitarzysty Tony’ego Iommi’ego i kolegów nabrała jakiegoś bardziej mrocznego oblicza. To taki ciężki blues, czyli źródło z jakiego wywodziła się muzyka hard rockowa grana przez Black Sabbath. W początkach działalności grupa nie miała zbyt wielu własnych kompozycji, więc na bazie znanych i wybranych przez siebie utworów grała rozbudowane improwizacje. Utwór „Warning” był jednym z nich.

W linku odnośnik do utworu "Veteran of the Psychic Wars" grupy Blue Öyster Cult
https://www.youtube.com/watch?v=jGKNaIXtBZQ

czwartek, 1 listopada 2018

Posłuchajmy razem Vol. 8


001 REFUGEE – Grand Canyon Suite (16:56)
      "The Source" – 2:23, "Theme for the Canyon" – 3:16
      "The Journey" – 3:54, "The Rapids" – 2:53
      "The Mighty Colorado" – 4:30
      - nagranie z albumu “Refugee” (1974 r.)
 002 EMERSON LAKE & PALMER – Tarkus (20:35)
       - nagranie z albumu “Tarkus” (1971 r.)
 003 YES – “Ritual” (21:37)
       - nagranie z albumu “Tales from Topographic Oceans” (1973 r.)
 004 REFUGEE - "Credo" (18:04)
      "Prelude" - 3:41, "I Believe, Pt. 1" - 2:48
      "Credo Theme" - 0:39, "Credo Toccata & Song" - 3:37
      "Agitato" - 1:36, "I Believe, Pt. 2" - 1:10
      "Variation" - 2:57, "Main Theme & Finale" - 1:36
      - nagranie z albumu “Refugee” (1974 r.)

Pełny czas: 77:49

Tym razem na swej składance umieściłem cztery dłuższe nagrania, w tym aż dwa z jednego albumu. Wszystkie te utwory powstały w dekadzie lat 70. Przynależą do stylu zwanego rockiem progresywnym i są obecnie jego klasykami.

Składankę otwiera i zamyka kompozycja zespołu Refugee, a w zasadzie dwie rozbudowane suity tego zespołu: „Grand Canyon Suite” i „Credo”. Obie pochodzą z albumu „Refugee” wydanego w 1974 r. szwajcarsko-brytyjskiego zespołu Refugee. Oba z tych nagrań to monumentalne kompozycje, pełne partii improwizowanych, oparte głównie o brzmienie instrumentów klawiszowych.

Grał na nich wirtuoz tego instrumentu Patrick Moraz w późniejszym okresie znany głównie ze współpracy z grupą The Moody Blues. Urodził się w Villars-Ste-Croix w dystrykcie Morges w Szwajcarii nad Jeziorem Genewskim (blisko granicy z Francją). Jego ojciec był niegdyś menadżerem słynnego polskiego pianisty Ignacego Paderewskiego (jaki ten świat mały!). Dzięki tej informacji można lepiej zrozumieć czemu mały Patrick intensywnie ćwiczył grę na fortepianie, a potem został wirtuozem instrumentów klawiszowych i kompozytorem utworów nawiązujących do brzmień muzyki klasycznej.

Obok Patrica Moraza w skład grupy Refugee (Uchodźca) wchodzili dwaj weterani ze słynnego tria The Nice: basista i wokalista Lee Jackson (w okularach) i perkusista Brian Davidson (z brodą). Po odejściu Keitha Emersona z The Nice zapragnęli oni kontynuować linię twórczą zapoczątkowaną prze ten zespół, a więc brzmienie progresywne oparte na instrumentach klawiszowych i nawiązywanie w kompozycjach do muzyki klasycznej.

Potrzebowali jedynie wirtuoza wspomnianych instrumentów. Znaleźli go w osobie Patrica Moraza. Był on Szwajcarem, któremu trudniej było wówczas się przebić na zdominowanym przez Brytyjczyków i Amerykanów rynku muzyki popularnej, dlatego zdecydował się on na przyłączenie do Jacksona i Davidsona i utworzenie z nimi zespołu Refugee.

W praktyce zespół Refugee nagrał tylko jedną płytę studyjną po czym się rozpadł. Po latach wydano jeszcze niezbyt udany koncert. Po pewnym czasie Patrick Moraz zdecydował się na dołączenie do odnoszącego wówczas duże sukcesy zespołu Yes. Potrzebował on wtedy na gwałt godnego następcy dla Ricka Wakemana, który poświęcił ten zespół dla solowej kariery.

Po nagraniu jednej płyty z tym zespołem Moraz odszedł od Yes i także rozpoczął bardzo udaną solową karierę. Albumy nagrywane przez niego nigdy nie były przeznaczone dla masowego odbiorcy, ale każdy, kto oczekuję od muzyki czegoś więcej iż tylko przebojów, będzie nimi zachwycony. Znacznie gorzej wiodło się dwóm pozostałym członkom grupy Refugee.

Mało znany wówczas na Zachodzie, a obecnie praktycznie zapomniany zespół Refugee rozpropagował u nas w latach 70. znany dziennikarz Piotr Kaczkowski. Ja niestety nie słuchałem wówczas jego audycji, bo byłem dzieckiem, nie miałem odpowiedniego radioodbiornika i nie interesowałem się muzyką. Wspomniane nagrania poznałem dopiero dzięki audycji „Historia suity rockowej” nadanej w Polskim Radiu (najpewniej w Programie II lub III) 8 listopada 1981 r., a więc 34 lata temu. Przy okazji muszę dodać, że wówczas nie prezentowano całej płyty „Refugee” a tylko te dwa nagrania.

Od pierwszego przesłuchania zrobiły one na mnie ogromne wrażenie. Nagrałem je wówczas na dopiero co zakupionym magnetofonie szpulowym ”Aria” i często je potem odsłuchiwałem. Gdy taśma uległa lekkiemu „zdarciu” na skutek odtwarzania, a ja zapragnąłem ponownie nagrać te utwory, to rychło okazało się, że nie jest to takie proste, bo nikt nie ma tej płyty.

Ponownie nagrałem te nagrania, tym razem już z resztą utworów z albumu „Refugee”, dopiero w audycji „Kanon Muzyki Rockowej” prowadzonej przez Piotra Kaczkowskiego i nadanej w dniu 7 XI 1983 r. Na kupno tego albumu na CD musiałem poczekać naprawdę przez wiele lat, gdyż nawet na początku lat 90. dostępne były tylko japońska i koreańska wersja tej płyty, obie wyjątkowo trudno dostępne i drogie.

Utwór „Tarkus” to główne nagranie z drugiego albumu grupu Emerson Lake & Palmer pod tym samym tytułem wydanego w 1971 r. Po sukcesie albumu „Picture At An Exhibition” grupa zaczęła poszukiwać podobnej formy wyrazu w muzyce co na tej płycie, ale bez uciekania się do przeróbek muzyki klasycznej. Dzięki wyjątkowej inwencji muzyków tria udało się to osiągnąć. Powstał utwór „Tarkus” zajmujący całą pierwszą stronę płyty winylowej, stronę drugą wypełniło kilka krótszych utworów, z których nie wszystkie były na jednakowo wysokim poziomie.

Utwór „Tarkus” to jedna z najbardziej wpływowych i najbardziej skomplikowanych wieloczęściowych suit rocka progresywnego. Generalnie rzecz biorąc składa się z siedmiu części różniących się charakterem, ale połączonych wspólną myślą muzyczną. Wszystkie fragmenty łączą się ze sobą łagodnymi przejściami, a fragmenty czysto instrumentalne dobrze współbrzmią z wokalnymi. W przypadku tej kompozycji istotną rolę, obok samej muzyki, pełnią także teksty oraz wizerunek okładki  z tytułowym Tarkusem – mitycznym zwierzo-czołgiem rodem z kosmosu Generalnie utwór ma wydźwięk antywojenny.

Koncepcja utworu „Tarkus” opiera się na zestawieniu nieparzystych części instrumentalnych z parzystymi częściami piosenkowymi. Dramatyzmu kompozycji dodaje z kolei wprowadzenie kontrastów tempa, części instrumentalne są najczęściej szybkie. Jednak wówczas gdy jest to konieczne, np. w drugiej części piosenkowej, także ona jest szybsza.

Jak pisze Edward Macan w swym dziele „Progresywny urock”:

„Schemat harmoniczny „Tarkusa” odgrywa podstawową rolę w budowaniu jego improwizatorskiej i nieprzewidywalnej, a mimo to wciąż logicznej i e efekcie satysfakcjonującej struktury. […]. Najbardziej imponującym muzycznym osiągnięciem „Tarkusa” jest napięcie utrzymujące się pomiędzy pełnymi impetu, rozimprowizowanymi sekcjami a spójnym dalekosiężnym planem. Poza efektownym zestawianiem ze sobą różnych podejść do tempa, instrumentacji i harmonii „Tarkus” z powodzeniem stosuje też kontrasty w charakterze melodycznym… ”.

Nie wnikając w dalszy ciąg tych opisów o charakterze muzykologicznym, po części przypominających odstręczające zagadnienia matematyczne trzeba powiedzieć, że utwór ten wciąga słuchacza i jest muzycznie przejrzysty pomimo swej wyjątkowo skomplikowanej formy.

Album „Tarkus” był dla mnie przez długie lata nieosiągalny, stąd w młodości nie znałem tej płyty. Na kasetę magnetofonową nagrałem ją po raz pierwszy w lutym 1991 r. Oryginalna płytę CD miałem dzięki wypożyczali płyt CD mieszczącej się w „Kinoteatrze X” w Gliwicach. Własną płytę CD albumem „Tarkus” nabyłem dopiero w 1996 r. na CD w sklepie muzycznym „Elvis” w Gliwicach.

Ostatnim z nagrań jakie wybrałem na tę składankę jest utwór „Ritual” z podwójnego albumu brytyjskiego zespołu Yes pt. „Tales From Thopographic Oceans” wydanego w 1973 r. Po raz pierwszy usłyszałem o tej płycie i o tym zespole w 1980 r. od jednego z handlarzy na tzw. czarnym rynku w Katowicach. Oferował mi do zakupu tę płytę mówiąc o niej, że zawiera wiele wspaniałej muzyki. Ja byłem młodym melomanem i wówczas o żadnym zespole Yes nie słyszałem, albo nie na tyle słyszałem, aby kupić ich płytę za pół ówczesnej średniej wypłaty bez gruntownej wiedzy o tym jak ten zespół gra.

Do dziś dnia pamiętam jak ten handlarz pokazywał mi okładkę tego podwójnego albumu z dziwnymi rysunkami, wśród których były także ryby. Okładka tego albumu była dość podniszczona, ale ów handlarz i tak żądał za ten egzemplarz majątku, bo wśród kolekcjonerów w Polsce to wciąż była grupa na topie. Oczywiście nie kupiłem tej płyty, bo jadąc wówczas do Katowic byłem nastawiony na zakup innych płyt.

Po ogromnym sukcesie płyty „Close To The Edge” zespół Yes postanowił nagrać jeszcze bardziej rozbudowany pod względem muzycznym i tekstowym album. Głównym twórcą koncepcji artystycznej tego albumu był wokalista grupy Jon Anderson i jej gitarzysta Steve Howe zafascynowani pismami hinduskiego jogina Paramhansa Yogandy (zm. 1952 r.). Utwór ”Ritual (Nous Sommer du Soleil)” znalazł się na stronie czwartej wydania winylowego tego albumu.

Album ten zespół Yes nagrał z nowym perkusistą, Alanem Whitem. Jego poprzednik, Bill Bruford, odszedł bowiem do grupy King Crimson. Utwór „Ritual” opowiada o życiu jako nieustannych zmaganiach miłości człowieka z siłami zła. Utwór ten, podobnie jak pozostałe z tego albumu, zrodził się z tekstu, do którego skomponowano później z mozołem muzykę. Partie basu i i perkusji skonstruowano tak, aby ilustrowały walkę dobra ze złem, a na końcu aby z tego chaosu wyłonił się obraz harmonii i miłości.

Brytyjscy krytycy już w chwili jego ukazania się uznali, że ten album, w tym utwór „Ritual” za dzieło megalomańskie i nudne, a w najlepszym razie nieprzemyślane. Podobnie myśleli o tej płycie i całej twórczości Yes niektórzy ze znanych mi gliwickich sprzedawców płyt, co często podkreślali w swych wypowiedziach, przy okazji mnie obrażając.

Mnie się zawsze ten album się podobał, a zwłaszcza utwór „Ritual”. Po raz pierwszy usłyszałem go w tej samej audycji, w której w 1981 r. nadano utwory zespołu Refugee. Następnie mogłem go ponownie nagrać w audycji „Kanon Muzyki Rockowej” w listopadzie 1983 r.

W wersji na płycie CD nagrałem ten album dopiero w 1991 r. Przegrałem go dzięki wypożyczalni płyt CD przy ul. 1 Maja w Gliwicach. Album ten w wersji CD nabyłem dopiero w 1995 r. w sklepie „Elvis” w Gliwicach.

W linku utwór „Grand Canyon Suite” zespołu Refugee w dwóch częściach.
https://www.youtube.com/watch?v=zkSm_YVouhg
https://www.youtube.com/watch?v=XhJYdVOTAlQ

środa, 31 października 2018

Posłuchajmy razem Vol. 7

001 J.J. CALE - Call Me Doctor (2:28)
       - z albumu “Naturally (1972)
002 FAIRPORT CONVENTION - Genesis Hall (3:42)
     - z albumu “Unhalfbricking” (1969)
003 PROCOL HARUM - A Whiter Shade of Pale (4:09)
       - z singla lub amerykańskiej wersji albumu “Procol Harum” (1967)
004 FOCUS - Hocus Pocus (6:42)
       - z albumu „Fokus II” znanego też jako „Moving Waves” (1971)
005 SANTANA - Treat (4:47)
       - z albumu “Santana” (1969)
006 TEN YEARS AFTER - I Can't Keep Crying Sometimes (5:24)
       - z albumu “Ten Years After” (1967)
007 JETHRO TULL - Serenade To A Cuckoo (6:08)
       - z albumu “This Was” (1968)
008 ERIC CLAPTON - Double Trouble (4:23)
       - z albumu “No Reason to Cry” (1976)
009 EMERSON LAKE & PALMER - From The Beginning (4:16)
        - z albumu “Trilogy” (1972)
010 GENTLE GIANT - Three Friends (3:04)
       - z albumu “Three Friends” (1972)
011 LOU REED - Perfect Day (3:46)
       - z albumu “Transformer” (1972)
012 THE MOODY BLUES - Lost In The Lost World (4:45)
       - z albumu “Seventh Sojourn” (1972)
013 NICK CAVE - Sorrow's Child (4:40)
        - z albumu “The Good Son” (1990)
014 THE NICE - Hang On The Dream (4:47)
       - z albumu “Nice” (1969)
015 THE STRANGLERS - Golden Brown (3:30)
       - z albumu “La folie” (1981)
016 ELECTRIC LIGHT ORCHESTRA - In The Hall Of The Mountain
         King  (6:38)
       - z albumu “On The Third Day” (1973)
017 PINK FLOYD - Jugband Blues (2:56)
       - z albumu “A Saucerful Of Sectrets” (1968)

Pełny czas: 76:41

To zestaw utworów szczególnie mi bliskich o pięknych melodiach. Każde z nagrań pochodzi z innej płyty i zostało nagrane przez innego wykonawcę ale dobrałem je tak, że stanowią jedną całość muzyczną – przynajmniej ja tak to widzę.

Na początek nagranie „Call Me Doctor” z debiutanckiej płyty amerykańskiego barda J.J. Cala (zm. 2013 r.). Na tej samym albumie znajdują się też słynne „After Midnight” znane z późniejszych interpretacji Erica Claptona, ale mnie najbardziej podoba się utwór który wybrałem. Niestety, J.J. Cale nie znalazł swego polskiego tłumacza jak Cohen Zembatego przez co wiele z tej muzyki umyka, bo trudno jest dokonać poetyckiego tłumaczenia z j. angielskiego.

Nagranie „Genesis Hall” najwybitniejszej brytyjskiej grupy folk rockowej Fairport Convention to kompozycja jej lidera Richarda Thompsona z rewelacyjnym wokalem Sandy Denny (zm. 1978 r.). Gdy 25 lat temu utwór ten usłyszałem po raz pierwszy poraził mnie on swoją mocą i to porażenie trwa do chwili obecnej. W krajach anglosaskich piosenka ta uważana jest za arcydzieło folk rocka, a u nas jest raczej mało znana, nie ma nawet jej polskiego tłumaczenia, a na pewno zasługuje na takie. Utwór opowiada o eksmisji przez policję dzikich lokatorów i stosowanej wobec nich przemocy, a szerzej o biedzie, bezradności i samotności.

Nagranie “A Whiter Shade of Pale” grupy Procol Harum jest jednym z archetypów utworu rockowego. To kompozycja lidera tej formacji pianisty i wokalisty Gary Brookera (wiele lat później wystąpił na festiwalu w Sopocie) i organisty Mathew Fischera silnie inspirowana muzyką Bacha ze słowami nadwornego tekściarza zespołu Keitha Reeda. Po raz pierwszy z nagraniami tej grupy spotkałem się w 1975 r. przy okazji wydanej w Polsce płyty „Procol’s Ninth” (1975 r.). Dla ówczesnego miłośnika Tercetu Egzotycznego itp. była to muzyka nie do nie dosłuchania a wokalista śpiewający nosowym głosem wydawał mi się nie do zniesienia.

Holenderski zespół Fokus należał w latach 70. do czołówki progresywnego rocka, obecnie jest już nieco zapomniany. Pełne żywiołowości i zabawne nagranie „Hocus Pocus” to wspólne dzieło jej liderów: organisty i wokalisty Thijsa van Leera i gitarzysty Jana Akkermana. Jak dziś pamiętam jak widziałem album z którego pochodzi to nagranie w sklepie „Disco” w Bielsku Białej na początku lat 80. Serce się krajało z chęci, ale kasy nie było więc pozostało tylko uczucie niespełnienia. Trwało ono przez wiele lat, aż do chwili kiedy płytę tę kupiłem na CD.

Z debiutanckiego albumu grupy Santana zawsze bardzo podobał mi się jazzujący utwór „Treat” będący kompozycją zespołową całości tej grupy, a więc oprócz Carlos Santany (gitara, śpiew) także następujących osób: Gregg Rolie (organy, fortepian, główny wokalista), David Brown (gitara basowa), Michael Shrieve (perkusja), Michael Carabello (instrumenty perkusyjne i kongi), José "Chepito" Areas (instrumenty perkusyjne i kongi). Muzyka w tym utworze pylenie naturalnym niczym nie wymuszonym strumieniem i aż szkoda że się tak szybko kończy (w wersjach koncertowych utwór ten daje pole do improwizacji i trwa znacznie dłużej).

Nastrój smutku i zadumy zawsze przywołuje we mnie nagranie „I Can't Keep from Crying Sometimes” („Czasami nie mogę przestać płakać”) brytyjskiego klasyka blues rocka zespołu Ten Years After. Faktycznie to nie ich kompozycja, a tylko znakomita interpretacja kompozycji amerykańskiego kompozytora, gitarzysty i producenta Ala Koopera. Ale, podobnie jak w wielu innych wypadkach, to właśnie dzięki ich wersji została zapamiętana w muzyce popularnej.

Z kolei instrumentalny utwór „Serenade to a Cuckoo” to znakomita interpretacja kompozycji jazowego klasyka Rolanda Kirka (zm. 1977 r.) w wykonaniu zespołu Jethro Tull. W tym czasie grupa ta wykazywała jeszcze znamiona pewnej demokracji, stąd obok lidera a zarazem jej późniejszego dyktatora Iana Andersona (kompozytor, śpiew, flet, gitara) coś do powiedzenia w niej mieli także inni członkowie, a zwłaszcza gitarzysta Mick Abrahams (później lider grupy Blodwyn Pig) i basista Glen Cornick (później lider grupy Wild Turkey).

Nie ma chyba w miarę obytego człowieka na tym świecie, którzy przynajmniej raz nie słyszałby jakiegoś nagrania Erica Claptona – chyba że mieszkał w Iranie lub w Korei Północnej, albo jest fanatycznym disco-polowcem. Wśród niezliczonej ilości jego nagrań szczególnie podoba mi się jego interpretacja kompozycji bluesowego klasyka Otisa Rusha „Double Trouble”. W każdym razie podwójne problemy mogą przytłoczyć każdego człowieka.

Brytyjskie trio Emerson Lake & Palmer jest klasykiem progresywnego rocka lat 70. , a także wszystkiego co w tym stylu było potniej bardzo krytykowane: nadmiernej wirtuozerii, bezduszności, gigantomanii itp. Ja jednak zawsze lubiłem ten zespół i jego nietuzinkową i dość trudną w odbiorze muzykę. Przedstawiona tutaj kompozycja autorstwa jej gitarzysty i wokalisty Greg’a Lake’a jest dowodem na to, że potrafił on być także subtelny nie popadając przy tym w sentymentalizm.

Równie ambitnymi, choć znacznie mniej znanymi i popularnymi klasykami brytyjskiego progresywnego rocka lat 70. była grupa Gentile Giant. Cechą jej muzyki, obok dużej biegłości instrumentalistów, było szerokie stosowanie techniki kontrapunktu, czyli prowadzenia kilku niezależnych od siebie linii melodycznych (polifonia). Z tego powodu, choć ich utwory były dość krótkie, odbierano je jako trudne w odbiorze, co znacznie ograniczyło ich krąg ich słuchaczy. Zamieszczony tutaj utwór to wspólne dzieło jej głównych członków: kompozytora, wokalisty i klawiszowa Kerry Minneara oraz  -braci Shulmann: Derka (śpiew, gitara basowa, saksofon), Phila (saksofony) i Raya (śpiew, gitara basowa, skrzypce, gitara).

Utwór „Perfect Day” pochodzi z drugiej płyty solowej Lou Reeda, amerykańskiego kompozytora, gitarzysty i wokalisty, a także jednego z ojców chrzestnych muzyki punk. Pierwotnie, obok albumu „Transformer” ukazała się także na drugiej stronie singla „Walk On The Wilde Side”, którzy przyczynił się do masowej popularności Lou Reeda. Utwór ten zyskał drugie życie za sprawą filmu „Trainsporting” w reż. Danny Boyle’a z 1996 r. opowiadającego o uzależnieniu od narkotyków (w roli głównej wystąpił w nim młody Ewan McGregor). Mnie to nagranie o smutnej tonacji podobało się od zawsze i jakbym miał talent i był reżyserem to także umieściłbym je na ścieżce dźwiękowej jakiegoś filmu.

„Zaginiony w zaginionym świecie” („Lost In The Lost World”) to stwierdzenie które dobrze opisuje sytuację nie jednego pozornie szczęśliwego człowieka na tym świecie. To także tytuł kompozycji zespołu The Moody Blues, a właściwie jej klawiszowca Mike’a Pindera który udzielił się w nim także jako główny wokalista. Utwór ma spokojną melodię ale o dużej sile wyrazu.

Kolejny utwór „The Good Son” to kompozycja Nicka Cave’a nagrana wspólnie z jego długoletnim zespołem The Bad Seeds najsłynniejszym zespołem, tutaj w klasycznym składzie m.in. z Mickiem Harleyem (gitary, wibrafon, instrumenty perkusyjne, śpiew) i Blixa Bargeldem (gitara, śpiew). Pierwszy z nich pochodził z australijskiej formacji punkowej The Birthday Party w skład której wchodził także Nick Cave, a drugi był członkiem niemieckiej grupy Einstürzende Neubauten  prekursorów industrial rocka. W przeciwieństwie do tych formacji prezentowane tutaj nagranie jest wyjątkowo spokojne, wręcz nostalgiczne.

Brytyjska grupa The Nice była jednym z pierwszych zespołów grających progresywnego rocka. W późniejszych latach jej trzej członkowie stali się podporą dwóch słynnych zespołów: Refugee i Emerson Lake & Palmer. Do pierwszego weszli Lee Jackson (gitara basowa i śpiew) i Brian Davidson (perkusja), a do drugiego wszedł kompozytor i klawiszowiec Keith Emerson. Z ich repertuaru szczególnie podoba mi się ich wersja kompozycji amerykańskiego barda Tima Hardina (zm. 1980 r.) „Hand On to A Dream”.

The Stranglers to dość radykalny zespół punkowy który z biegiem czasu stał się grupa liryczną. W poszukiwaniu nowego brzmienia i poprawienia pozycji w świcie show biznesu zespół nie poszedł jednak na łatwiznę, tak zrobił The Moody Blues, a tym samym uniknął stania się pośmiewiskiem wśród własnej dawnej publiczności. Udało mu się wypracować nowe bardziej przystępne, choć nie banalne brzmienie i styl. Był on liryczny, ale nie banalny, czego nagranie „Golden Brown” jest najlepszym przykładem. Jeżeli ktoś nie wierzy to niech spróbuje zanucić melodię z tego utworu – życzę powodzenia.

Utwór „In the Hall of the Mountain King” – „W Grocie Krola Gór” to jedna z najpopularniejszych kompozycji dziewiętnastowiecznej muzyki klasycznej. Stworzył ją norweski kompozytor i pianista pochodzenia szkockiego Edward Grieg (zm. 1907 r.). Tutaj mamy ten utwór w interpretacji zespołu Electric Light Orchestra  z okresu, kiedy jeszcze jej lider Jeff Lenne nie uważał się za nieomylnego, dopuszczał wkład innych muzyków, a także preferował brzmienie zestawu prawdziwych instrumentów smyczkowych zamiast wprowadzonych potem przez siebie syntezatorów.

Na zakończenie umieściłem chyba jedno z najsmutniejszych nagrań jakie stworzono w muzyce rockowej. Utwór „Jugband Blues” choć składa się ze słowa blues nie jest żadnym bluesem. Na pewno jest to jednak bardzo smutna smutna piosenka, będąca krzykiem rozpaczy jej kompozytora Syda Barretta - pierwszego gitarzysty i lidera Pink Floyd. Była to ostatnia kompozycja jaką Barrett skomponował dla tego zespołu. W nagraniu tego utworu wzięła udział orkiestra Armii Zbawienia zaproszona dosłownie prosto z ulicy na sesję nagraniową. Początkowo muzyka jest subtelna i delikatna, ale z biegiem czasu przechodzi w kakofonię, a tekst jest swego rodzaju autorefleksją o alienacji człowieka pogrążającego się w samotności i szaleństwie.

 Poniżej link do utworu "Genesis Hall" zespołu Fairport Convention z albumu "Unhalfbricking” (1969)
https://www.youtube.com/watch?v=K4P1F5fnXj0

wtorek, 30 października 2018

Posłuchajmy razem Vol. 6

       YES – „90125” (1983)
001 Owner of a Lonely Heart (4:29)
       YES – “Going For The One” (1977)
002 Parallels (5:53)
003 Going for the One (5:32)
       GENESIS – “Foxtrot” (1972)
004 Watcher of the Sky (7:23)
       GENESIS – “..And Then There Were Three...” (1978)
005 The Lady Lies (6:07)
006 Many to Many (3:31)
       LED ZEPPELIN - “Led Zeppelin III (1970)
007 Since I've Been Loving You (7:25)
LED ZEPPELIN – “Led Zeppelin IV” (1971)
008 Stairway to Heaven (8:02)
       BLACK SABBATH – “Sabotage” (1975)
009 Supertzar (3:44)
       WINGS – “Wings Greatest” (1978)
010 Mull of Kintyre (4:43)
       PINK FLOYD – “The Dark Side Of The Moon” (1973)
011 Time (6:53)
        PINK FLOYD – “The Wall” (1979)
012 Comfortably Numb (6:24)
        PINK FLOYD – “Obscured by Clouds” (1972)
013 Absolutely Curtains (5:52)

Pełny czas: 77:11

Podobnie jak na poprzedniej proponowanej przez mnie do posłuchania składance także na tej płycie proponuję do posłuchania wybrane utwory z klasyki progresywnego rocka i hard rocka lat 70. O ile niektóre utwory w tym zestawie są oczywiste, np. „Watcher Of The Sky” zespołu GENESIS, to niektóre mogą się komuś wydawać dziwne np. wciąż dość mało znany utwór „Absolutely Curtains” zespołu PINK FLOYD.

Ten ostatni w młodości ja i moi koledzy nazwaliśmy „starkami” z powodu nie wiedzy jak się naprawdę nazywał, a także faktu, że na jego końcu były wokalizy przypominające śpiew starych kobiet. Faktycznie był to śpiew plemienia Mapuga z Nowej Gwinei w ich lokalnym narzeczu. W sumie do dzisiaj chyba mało kto wie o czym oni śpiewali?

Utwór ten pochodzi ze ścieżki dźwiękowej pt.: Obscured By Cloud” (1972) do filmu francuskiego reżysera Barbeta Schroedera pt. „La Valee” znanego w Polsce pod tytułem „Dolina”). Gdy wiele lat temu usłyszałem po raz pierwszy to nagranie, byłem zszokowany i po części jestem z nim zszokowany po dziś dzień. To PINK FLOYD bez odgłosów natury i pompatyczności rocka progresywnego lat 70., za to na niepokojący i eksperymentalny.

Umieściłem tutaj również m.in. moje dwa ulubione klasyczne nagrania LED ZEPPELIN – „Since I've Been Loving You” i „Stairway to Heaven”. Skomponowana do nich muzyka i ich wykonanie są bez zarzutu, nieco gorzej przedstawia się wartość ich tekstów, ale taki już był urok tej grupy. Teoretycznie były to nagrania hard rockowe, ale faktycznie zawierały one dużą domieszkę bluesa i progresji.

W wypadku zespołu YES odsądzanego od czci i wiary za niemiłosiernie długie suity z zawiłymi librettami wybrałem trzy krótsze utwory, mniej suitowe a bardziej przebojowe. Podobnie postąpiłem w wypadku zespołu GENESIS, bo obok wspomnianego już klasycznego utwory z płyty „Foxtrot” dołożyłem tutaj dwa nagrania z przebojowej płyty “..And Then There Were Three...” wydanej w 1978 r. już po odejściu wokalisty Petera Gabriela, uważnego wówczas za lidera grupy i gitarzysty Steva Hacketta.

Całość uzupełniłem to dwoma podobnymi w duchu całości nagraniami: z repertuaru BLACK SABBATH wybrałem nieco narkotyczny utwór „Supertzar” z albumu “Sabotage” (1975), oraz wielki przebój zespołu Paula McCartneya i zespołu WINGS pt. „Mull of Kintyre” w wersji opublikowanej na składankowym albumie “Wings Greatest” (1978).

Poniżej link do nagrania  Absolutely Curtains” zespołu PINK FLOYD
https://www.youtube.com/watch?v=t6Xc1ln3EtA

poniedziałek, 29 października 2018

Posłuchajmy razem Vol. 5

       PINK FLOYD – “Relics” (1971)
001 Cirrus Minor (5:18)
       KING CRIMSON – “Lizard” (1970)
002 Lizard (23:15)
       YES – “Close To The Edge” (1972)
003 Close to the Edge (18:40)
       GENESIS – “Foxtrot” (1972)
004 Supper's Ready (22:54)
       LED ZEPPELIN – “Houses of the Holy” (1973)
005 No Quarter (7:00)

Pełny czas: 77:18

Tym razem proponuję przypomnienie sobie klasyków progresywnego rocka lat 70. Na początek oczywiście zespół PINK FLOYD w mniej znanym nagraniu "Cirrus Minor" wydanym pierwotnie jedynie na rzadkiej składance "Relics" (1971). To jeszcze PINK FLOYD bardziej psychodeliczny i nawiązujący do lat 60. niż ten klasyczny zespół jaki znamy z późniejszych płyt.

Potem umieściłem trzy najbardziej charakterystyczne nagrania progresywnego rocka lat 70. będące obecnie absolutną klasyką gatunku. Pierwszym z nich jest suita "Lizard" czyli muzyczna opowieść KING CRIMSON o wyprawie księcia Ruperta przeciwko tajemniczemu jaszczurowi.

Następnie utwór "Close To the Edge" grupy YES opowiadający o człowieku w chwili przełomu, próbującego podnieść się z upadku, czy dosłownie stojącego na krawędzi życia i śmierci (dawna interpretacja pewnego znanego dziennikarza).

W tej grupie nie mogło zabraknąć utworu "Supper's Ready" grupy GENESIS o tak skomplikowanym libretto, że chyba nawet jego twórcy nie wiedzą o co w sumie im chodziło, ale sama muzyka jest oryginalna i wciągająca.

Na zakończenie LED ZEPPELIN, a więc grupa zdecydowanie heavy metalowa, ale w nagraniu zdecydowanie progresywnym czyli w "No Quater".

W linku wykonanie utworu "Close to the Edge" grupy YES z Going For The One Tour w 1977 r. Utwór ten - jest moim zdaniem - jest jednym z najlepszych jakie stworzyła muzyka rockowa.Wielka szkoda że jego współtwórca, a zarazem lider tego zespołu, basista Chris Squire już zmarł.

W załączniku link do utworu "Close To The Edge" grupy Yes.
https://www.youtube.com/watch?v=UBmUX74aME0

sobota, 27 października 2018

Posłuchajmy razem Vol. 4

       BRUCE SPRINGSTEEN
        – “Darkness on the Edge of Town” (1978)
001 Adam Raised a Cain (4:34)
       ALICE COOPER – “School's Out” (1972)
002 School's Out (3:30)
       GENESIS
       – “...And Then There Were Three...” (1978)
003 Burning Rope (7:09)
       KANSAS – “Point of Know Return” (1977)
004 Closet Chronicles (6:34)
       WISHBONE ASH – “Wishbone Ash” (1970)
005 Errors of my Way (6:57)
       THE ALLMAN BROTHERS BAND
       - “Idlewild South” (1970)
006 In Memory of Elizabeth Reed (6:56)
       BLUE OYSTER CULT – “Imaginos” (1988)
007 Blue Oyster Cult (7:18)
       BLACK SABBATH – “Master of Reality” (1971)
008 Solitude (5:02)
       LED ZEPPELIN – “Presence” (1976)
009 Tea for One (9:26)
       THE DOORS – “L.A. Woman” (1971)
010 Riders of the Storm (7:09)
       KING CRIMSON – “Red” (1974)
011 Starless (12:16)

Pełny czas: 77:14

Podobnie jak poprzednio zebrałem tutaj pojedyncze nagrania z różnych płyt. Wszystkie one kiedyś tam dawno temu bardzo mi się spodobały, więc słucham ich do dzisiaj.  Cechą wspólną wszystkich z nich jest powolne tempo i nastrój refleksji.

Jednym z najbardziej lubianych przeze mnie utworów jest kompozycja "Adam Raised a Cain” Bruce'a Springsteena (choć ogólnie za bardzo za nim nie przepadam), stąd to ona jest w załączniku muzycznym.
https://www.youtube.com/watch?v=upWttjG49Fk

Posłuchajmy razem Vol. 3

        THE DOORS – „The Soft Parade” (1968)
001 Shaman's Blues (4:51)
        BLOOD SWEAT & TEARS
       – “Child Is Father to the Man” (1968)
002 I Love You More Than You'll Ever Know (5:57)
        CLIMAX BLUES BAND – “Plays On” (1969)
003 Flight (7:52)
        CHICKEN SHACK – “100 Ton Chicken” (1969)
004 Way It Is (4:31)
        FLEETWOOD MAC – “Then Play On” (1969)
005 Oh Well (9:04)
        FREE – “Free at Last” (1972)
006 Child (5:20)
        JOHN MAYALL – “The Turning Point” (1969)
007 So Hard to Share (6:59)
        THE ALLMAN BROTHERS BAND
       - “The Allman Brothers Band” (1969)
008 Whipping Post (5:21)
        LYNYRD SKYNYRD
        – “Pronounced 'Lĕh-'nérd 'Skin-'nérd” (1973)
009 Free Bird (9:20)
        SAVOY BROWN – “Shake Down” (1967)
010 Black Night (4:56)
        LIVIN' BLUES – “Hell's Session” (1969)
011 Worried Dreams (5:13)
        STEAMHAMMER – “Mk II” (1969)
012 Blues for Passing People (6:22)

Pełny czas: 75:51

Tym razem zebrałem nagrania o nieco smutnym i nostalgicznym charakterze. Niektórzy, czy prawie wszyscy, z powyższych wykonawców, są obecnie zapomniani, gdyż lata swej największej świetności mieli na przełomie lat 60 i 70. Jednak ja wciąż pamiętam o tych wykonawcach a ich nagrań bardzo często słucham.

Z ich dyskografii wybrałem takie płyty i nagrania, które mnie najbardziej poruszają i zmuszają do refleksji i zadumy nad losem człowieka i jego kondycją lub wyrażają tęsknotę za miłością lub wolnością.

W linku odnośnik do nagrania amerykańskiego zespołu BLOOD SWEAT AND TEARS i utworu "I Love You More Than You'll Ever Know" (Kocham Cię bardziej niż kiedykolwiek przypuszczałaś) z 1968 r. (kompozycji pierwszego lidera tej grupy Ala Koopera - organy, pianino, śpiew).
https://www.youtube.com/watch?v=gPQSfeYzOi8

środa, 24 października 2018

Posłuchajmy razem Vol. 2

       KING CRIMSON
        – „In the Court of the Crimson King” (1969)
001 21st Century Schizoid Man (7:21)
       RAINBOW - “Rainbow Rising” (1976)
002 Stargazer (8:26)
       NAZARETH
        – “Close Enough for Rock 'n' Roll” (1976)
003 Telegram (7:46)
       LED ZEPPELIN – “Presence” (1976)
004 Achilles Last Stand (10:25)
       BLACK SABBATH – “Sabotage” (1975)
005 Megalomania (9:46)
       DEEP PURPLE – “In Rock” (1970)
006 Child in Time (10:14)
       PINK FLOYD
       - “A Collection of Great Dance Songs” (1981)
007 One of These Days (5:49)
008 Money (6:45)
009 Sheep (10:21)

Pełny czas: 77:29

Główną myślą przewodnią jaka mi przyświecała na tej składance było to, aby zgromadzić tutaj moje ulubione nagrania o odcieniu hard rockowym, bo przecież nie wszystkie były ciężkim rockiem w sensie dosłownym. To oczywiście zestaw dla Kogoś, którego młodość przypadła na przełom lat 70 i 80. XX w., stąd wykonawcy i utwory pochodzą głównie z dekady lat 70.

Album „In the Court of the Crimson King” z 1969 r. zespołu KING CRIMSON uważany jest – i to słusznie – za jedną z najważniejszych płyt w dziejach muzyki popularnej. Otwiera go kompozycja „21st Century Schizoid Man” („Schizofrenik XXI wieku”) jakby podsumowująca wszystko to, co było charakterystyczne dla świata i muzyki XX w. Zgiełkliwy pomruk na początku tego utworu i wykrzykiwane schizofreniczne teksty katują ucho tka samo jak hitlerowcy więźniów w obozach koncentracyjnych, a system kapitalistyczny pracowników 50 lat później.

Nagrany z monachijską orkiestrą symfoniczną utwór „Stargazer” („Marzyciel”) grupy RAINBOW niesie z sobą taki stopień intensywności przeżycia i duchowości, że dosłownie czuje się barwy tęczy w dłoni widoczne na okładce z albumu z którego pochodzi. To nagranie wciąż robi ogromne wrażenie na każdym słuchaczu, nawet jak nie przepada on za symfonicznym hard-rockiem.

Kompozycja „Telegram” zespołu NAZARETH jest jednym z najsłynniejszych nagrań tego szkockiego kwartetu, a także dowodem jego pewnego rozdwojenia jaźni. Czemu tak uważam, bo po początkowym, bardzo wciągającym hard rockowym początku, w połowie czasu trwania nagle przechodzi w piosenkowy ton, co w przeszłości naprowadziło mnie do błędnego wniosku, że chyba podczas emisji w Polskim Radio musiała się nałożyć jakaś fala i zamiast dalszej części kompozycji NAZARETH na taśmie nagrała mi się jakaś błaha piosenka. Dopiero po latach zrozumiałem, że to nagranie zostało tak po prostu skomponowane.

Równie motoryczny i bardziej spójny jest utwór “Achilles Last Stand” („Ostatnia walka Achillesa”) nawiązujący do mitologii greckiej i pochodzący z albumu „Presence” z 1976 r. – jednej z mniej docenianych płyt zespołu LED ZEPPELIN. Nagranie to od początku do końca nie pozostawia słuchaczowi czasu na oddech i dosłownie czuć w nim zgiełk pola bitewnego i tętent koni, w czym główna zasługa sekcji rytmicznej tego zespołu.

Częściowo wyciszyć się można przy kompozycji „Megalomania” zespołu BLACK SABBATH. Grupa znajdowała się wówczas na rozdrożu i na fali sukcesu albumu „Sabbath Bloody Sabbath” dążyła do urozmaicenia kompozycji, co się jej najczęściej udawało. Jednak wraz ze wzrostem finezji studyjnej zatracała stopniowo swój oryginalny dziki i ciężki styl. Największą wadą tej kompozycji jest nie tyle sam utwór, co sposób jego nagrania i obróbki studyjnej. Moim zdaniem jest mało klarowna przez co utwór ten wiele traci na przejrzystości. Ale nawet pomimo tych wad, kompozycja ta zawsze wciąga mnie swym niepowtarzalnym i niepokojącym nastrojem.

Następny w kolejności jest absolutny klasyk, czyli utwór “Child In Time” z albumu „In Rock” zespołu DEEP PURPLE. Ta kompozycja jest obowiązkową składową każdego zestawienia najbardziej kanonicznych nagrań w historii muzyki rockowej. Decyduje o tym przekonujący wokal Iana Gilgana, a także wzorcowe solówki gitarowe Ritchie Blackmore’a z riffami które wpłynęły na cały gatunek. Duże znaczenie mają też liczne zmiany dynamiki, a także bardzo klarowne brzmienie całości. Utworu tego słuchałem w młodości tak wiele razy, że taśma na której był nagrany uległa rozmagnesowaniu.

Na zakończenie umieściłem trzy kompozycje zespołu PINK FLOYD: „One of These Days”, „Money” i „Sheep” z albumu składankowego “A Collection of Great Dance Songs” wydanego w 1981 r., a więc w przeddzień ostatecznego rozpadu zespołu z Rogerem Watersem jako liderem. Utwór „Money” znalazł się tutaj w inaczej zmiksowanej wersji stworzonej przez Davida Gilmoura w 1981 r. Każde z tych nagrań jest dobre samo w sobie, a dla mnie mają one jeszcze to znaczenie, że kojarzą mi się z określonym etapem mojej młodości. W sumie dość nietypowy ciężki utwór „One of These Days” („Jeden z tych dni”) usłyszałem jako pierwszy z ogromnego dorobku PINK FLOYD, stąd przez pewien czas uważałem, że to zespół hard rockowy. Z kolei kompozycja „Money” („Pieniądze”) znajdowała się na jednej z pierwszych płyt winylowych jakie niegdyś pożyczyłem do przegrania. Z kolei utwór „Sheep” („Owce”) był mi bliski, bo znajdował się na pierwszej zachodniej płycie winylowej jaką w ogóle kupiłem.

W linku ponadczasowe na granie "Telegram" grupy Nazareth.
https://www.youtube.com/watch?v=Rrvjm7cBWCA

niedziela, 21 października 2018

Posłuchajmy razem Vol. 1

SKŁADANKA
Posłuchajmy razem Vol. 1

       BLACK SABBATH – „Heaven And Hell” (1980)
001 Children of the Sea (5:35)
       RAINBOW – “Rainbow Rising” (1976)
002 Run with the Wolf (3:48)
003 Starstruck (4:06)
       DEEP PURPLE – “Machine Head” (1972)
004 Pictures of Home (5:08)
       DEEP PURPLE – singiel (1972)
005 When a Blind Man Cries (3:33)
       BUDGIE
       – “Never Turn Your Back on a Friend” (1973)
006 Baby Please Don't Go (5:30)
007 Parents (10:25)
       LED ZEPPELIN
        – “In Through the Out Door” (1979)
008 All My Love (5:51)
009 I'm Gonna Crawl (5:30)
        THE ROLLING STONES
        – “It's Only Rock 'n Roll” (1974)
010 Time Waits For No One (6:38)
011 If You Really Wont To Be My Friend (6:17)
       WISHBONE ASH – “Wishbone Ash” (1970)
012 Blind Eye (3:43)
013 Phoenix (10:27)

Pełny czas: 77:00

Czemu na tej płycie zamieściłem takie a nie inne nagrania? Bo akurat te mi się od dawna podobają i kojarzą z czasami młodości.
"Childeren of The Sea" to nagranie z klasycznego albumu "Heaven And Hell" wydanego w 1980 r. po zmianie wokalisty w BLACK SABBATH. Obecnie ta płyta to klasyk, ale wówczas, czyli te 35 lat temu dla wielu odejście Ozzy Osbourne'a z tej grupy było końcem Sabbath.

Dwa kolejne nagrania: "Run with the Wolf" (3:48) i "Starstruck" (4:06) pochodzą z jednej z najlepszych płyt w historii hard rocka, albumu "Rainbow Rising" (1976) zespołu RAINBOW. Jak pisał w epoce jeden z krytyków, Ronnie James Dio dorównał tutaj swoim głosem karkołomnym solówkom gitarzysty Ritchie Blackmore'a, a nawet przekrzyczał monachijską orkiestrę symfoniczną.

Nieco przytłumione, a przy tym nietypowe nagranie "Pictures of Home" (5:08) pochodzi z  klasycznego albumu albumu "Machine Head" zespołu DEEP PURPLE, ale nawet obecnie należy do niej popularnych nagrń tego zespołu. Natomiast utwór "When a Blind Man Cries" (3:33) został nagrany w tym samym czasie co wspomniana płyta, ale wydano go tylko na singlu, stąd był dość trudno dostępny. Dopiero potem wznawiano go na różnych składankach. Podoba mi się jego trochę przygnębiający nastrój.

Kolejne dwa nagrania: "Beaby Please Don't Go" (5:30) i "Parents" (10:25) pochodzą z uwielbianej w Polsce płyty pt.: "Never Turn Your Back on a Friend" (1973) walijskiego tria BUDGIE .

Do wysoko ocenianych wśród krytyków i słuchaczy nie należy z kolei  ostatni studyjny album LED ZEPPELIN pt.: "In Through the Out Door" (1979) z którego bardzo  lubię utwory: "All My Love" (5:51) i "I'm Gonna Crawl" (5:30). Mnie z kolei się te nagrania odpowiadają.

Nie najlepiej oceniana jest też przez krytyków płyta zespołu THE ROLLING STONES pt.: "It's Only Rock'n Roll (1974) z której podchodzą dwa nastrojowe nagrania: "Time Waits For No One" (6:38) i "If You Really Wont To Be My Friend" (6:17). W obu utworach Mick Taylor dał solówki w santanowskim stylu znacznie bardziej finezyjne, niż to, co na co dzień tworzył Keith Richards.

O tym jak bardzo mi się te nagrania już kiedyś podobały niech świadczy fakt, że w młodości, a zwłaszcza w latach 1980-1982 słuchałem ich na okrągło, tak wiele razy, że taśma na której były nagrane uległa rozmagnesowaniu.

Na koniec zostawiłem dwa nagrania obecnie już nieco zapomnianego zespołu WISHBONE ASH z jego debiutanckiej płyty "Wishbone Ash" (1970). Jednak o ile rozbudowany utwór "Phoenix" (10:27) był dość często grany na koncertach i jest powszechnie znane i uznane, to mnie bardziej zawsze podobał się mniej promowany utwór "Blind Eye" (3:43) oparty na pięknym i melodyjnym bluesowo hardrockowym feelingu.

W załączniku nagranie "When a Blind Man Cries" grupy Deep Purple.


https://www.youtube.com/watch?v=9_Iq9CWuqMM

sobota, 20 października 2018

Posłuchajmy razem, czyli moje ulubione nagrania

O co mi w tym chodzi?

Najkrócej rzecz biorąc o przedstawienie  moich ulubionych nagrań, ale sporządzonych tak, aby za każdym razem powstała jakaś sensowna - także dla kogoś innego - kolekcja utworów stanowiąca zamkniętą całość. Najczęściej są to nagrania pochodzące z wielu płyt różnych wykonawców, ale niekiedy będą to także prawie całe lub cale płyty danego wykonawcy (bardzo rzadko, ale także) lub płyty monograficzne, czyli poświęcone jednemu wykonawcy.

Nagrania zawsze tak dobrałem, aby w plikach w wave a więc w standardowym formacie audio mieściły się na jednej typowej płycie CD, którą każdy może sobie sam nagrać, a potem odsłuchiwać w dowolnym miejscu.

Stworzyłem taką listę i zbiór płyt wyłącznie dla siebie, w celu ułatwienia sobie kontaktu z muzyką jaką lubię. To ułatwienie polega na tym, że w jednym miejscu, na jednej płycie mam różne nagrania, których normalne słuchanie wymagałoby ciągłego przekładania płyt w odtwarzaczu CD.

Nie jest to może jakiś szczególnie nowatorski pomysł także dla mnie, bo wcześniej podobne składanki nagrywałem już w odległej przeszłości na kasetach magnetofonowych. Podobnie postępowali np. bohaterowie kultowego także dla mnie filmu "Przeboje i podboje / High Fidelity" z 2000 r. Ulubiona muzyka była dla nich sposobem wyrażania siebie, w świecie, w którym liczą się tylko pieniądze, władza i sukces za wszelką cenę.  Także ja mam nadzieję, że przygotowane przez mnie składanki muzyczne będą dla Kogoś źródłem inspiracji i przyjemności.

Dzięki tej metodzie stworzyłem sobie przez lata zbiór swoich ulubionych nagrań na płytach CD, które skopiowane mogę wszędzie ze sobą nosić lub przewozić. Dzięki temu nigdy nie jestem oderwany od swojej ulubionej muzyki.

Czemu nie zadowoliłem się formatem MP3, który nie ma takich ograniczeń jak płyta CD i mieści nieograniczoną liczbę nagrań w jakimś folderze?

Bo percepcja człowieka jest ograniczona, także ta w słuchaniu muzyki, stąd jeżeli jest czegoś za dużo, np. zbyt duży wybór plików w MP3, to praktycznie to odstręcza człowieka przed ich słuchaniem.

W załączniku obrazek z płytą CD-R firmy Verbatim.

Posłuchajmy razem Vol. 104

         THE BEATLES – “Please Please Me” (1963) 001 Saw Her Standing There (2:53) 002 Anna (Go To Him) (2:57) 003 Please Please Me (2:00) 0...